106 WDS – I część wiekopomnego dzieła noszącego tytuł „Sprawozdanie z wyjazdu burmistrza Nowego Tomyśla do Chile”

Jak obiecałem w poprzednim odcinku, zajmiemy się dzisiaj wiekopomnym dziełem Hibiego Nieudacznika, które on zowie sprawozdaniem z wyjazdu do Chile. Chciałbym bowiem, żebyśmy wszyscy przekonali się jakie to korzyści mamy z tej wycieczki… ups… przepraszam „służbowego) wyjazdu”. Samo sprawozdanie jest stosunkowo krótkie – niecałe trzy strony – przyznacie, że na czternaście dni, to malutko. Niestety wena mi wróciła i moje komentarze są o wiele bardziej treściwe (po prostu nie mogłem się opanować 😊). Wyszło wiec sporo tekstu. Dlatego dziś część pierwsza, a dziś wieczorem zamieszczę część drugą. No to miłej lektury.

No rzeczywiście, dużo czytania tu ni ma… hmmmm… 


Sprawozdanie jest podane w chronologii zdarzeń, znaczy się dzień po dniu, to znaczy prawie dzień po dniu, ale o tym zaraz.
Zaczyna się ono od 8 marca – wyjazd z Nowego Tomyśla do Warszawy. Wylot z Warszawy do Paryża i dalej do Santiago. – oczywiście bliżej i taniej było lecieć z Berlina (tak jak polecili pleciarze), ale co tam jak się bawić, to się bawić.
9 marca – przylot do Santiago – No kiedyś musieli przylecieć. Ja tylko przypominam, że same targi Expomimbre zaczynały się 16 marca z wieczora lub popołudnia. W takim razie trochę czasu do wypełnienia było. No to zobaczmy jak się bawili… przepraszam jak ten czas wypełniali.
10 marca – wizyta na cmentarzu w Santiago, złożenie kwiatów na grobie Ignacego Domeyko – No super, upamiętnili Polaka na obczyźnie. Ciekawe czy Domeyko, kiedykolwiek w ogóle słyszał o naszej mieścinie. No ale, jak się potem powołuje na doświadczenia Domeyki z piętnastolatkami (co przypominam zdarzyło się Hibiemu)… Zresztą to cześć programu do której akurat specjalnie się bym nie przyczepiał. W tym dniu delegacyja złożyła jeszcze wizyty w dwóch obiektach. Pierwszy z nich to Muzeum Sztuki Prekolumbijskiej a drugi to Narodowe Muzeum Historyczne. Mocno się zastanawiam jaki te wizyty maja związek z wyjazdem delegacji? W czym one nam mają pomóc? Jakie korzyści przyniosą? Nie… przepraszam… może jest jedna korzyść – a mianowicie spotkanie z kulturą – to podobno ma czasem na niektórych zbawienny wpływ! Zwracam uwagę na to, że cały czas delegacyja jest dość daleko od Chimbarongo, czyli miejsca targów Expoimre.
12 marca (dokładnie tak! Brak jest 11 marca. Czemu? Oczywiście Hibi Bezprawnik może się tłumaczyć, że nikogo to nie obchodzi, bo to niedziela, czyli dzień wolny od pracy. W takim razie zachodzi pytanie, czy za ten dzień miał również delegację? Wyjazd zagramaniczny wiążę się z kosztami diety dla delegowanego i to oczywiście nie w złotówkach!) No ale wracajmy do 12 marca – wizyta w Ambasadzie RP w Chile. – i…. na tym sprawozdanie z dnia 12 marca się kończy. Ciekawe ile to czasu byli w tej ambasadzie? Cały dzień? No ale Santiago to pewnie ładne miasto – trzeba by zapytać!
13 marca – wizyta na kampusie politechniki Santa Maria w Vina del Mar, zapoznanie się z systemem kształcenia na uczelniach wyższych w Chile. – przede wszystkim chciałem napomknąć panu doktorowi filozofii i prawa, że pisze się w kampusie a nie na kampusie. Jakoś chyba u nas ten system kształcenia żaków jest kiepski, jeśli absolwenci mają podstawowe problemy z pisownią w ojczystym języku. Poza tym to ja się zastanawiam, co nam ma dać te sprawdzanie kształcenia chilijskich żaków? Z tego co sobie przypominam, to w gestii gminy są chyba tylko szkoły zwane podstawówkami i dogorywające gimnazja? No ale, cóż my poradzimy na megalomanię? W tym dniu nic więcej!
14 marca – delegacyja pozostaje w Vina del Mar. Dlaczego, chyba się zaraz wyjaśni – pobyt w galerii sztuki prowadzonej przez Corpracion Cultural De Vina del Mar – zauważcie jakie wdzięcznego słowa użył na określenie czasu tej wizyty – pobyt! Czyli, że dokładnie nie wiadomo ile. Osiem godzin? Dwie godziny? Pół godziny? W tym dniu była to znów jedyna pozycja w tym napiętym harmonogramie delegacyji. Zacząłem się zastanawiać, czemu akurat Vina del Mar. Zerknąłem na mapę i okazało się, że z Santiago do tej miejscowości, kompletnie nie jest po drodze do Chimbarongo, gdzie były tagi na które rzekomo pojechali. Cholera, No to czemu? Akurat nie miałem od ręką żadnej z wiewiór, wiec sam zasięgnąłem opinii, niejakiego wujka google. Tenże wujaszek pokierował mnie na Wikipedię, gdzie po hasłem Vina del Mar, oprócz statystycznych danych, znalazłem jeszcze jedno fajne zdanie. Oto ono: „Miasto jest znanym ośrodkiem turystycznym tej części Chile. Turystów przyciągają liczne plaże, kasyno oraz coroczny festiwal muzyczny Festival de la Canción de Viña del Mar”. Po przeczytaniu tegoż zdania, kliknąłem na link pokazujący zdjęcia z tej miejscowości. Oto one:

Kurde nawet troszkę rozumiem, sam chciałbym lustrować chilijskich żaków w tak pięknej okolicy, a już na brzegu oceanu… sama rozkosz… ech marzenie… – a jeszcze może bym spróbował szczęścia i może udało by się coś w kasynie wygrać.. ech marzenie…

Oj pojechalabym z dziedziątkiem na takie plaże, oj pojechalabym

A ja bym z miłą chęcią zaryzykował kilka orzeszków… licząc oczywiście na większą wygraną 

15 marca – przyjazd do Chimbarongo, zwiedzanie farmy Las Cardas… i teraz uwaga… zwiedzanie miejscowego zakładu produkującego napoje alkoholowe z różnego rodzaju owoców. No ciekawe – firma w której produkują przetwory z chilijskiej wołowiny. No super, tylko po co? Co nam ma to dać? Będziemy sprowadzać do Nowego Tomyśla wołowinę z Chile? No ale alkohole! I to z owoców! Sama rozkosz. Ciekawe tylko czy to szlachetne trunki, czy raczej tak zwane sikacze? Nie, no ludzie – jaka to dla naszego miasta korzyść? No ale, każdemu według potrzeb i zainteresowań. Przypominam, że w Chile wylądowali 9 marca, a dopiero 15 marca dotarli do właściwego miejsca.
16 marca – odwiedziny w szkole podstawowej w Chimbarongo, uroczysty apel połączony z występami artystycznymi miejscowych uczniów, zwiedzanie szkoły, przekazanie prezentów i kartek pocztowych napisanych po hiszpańsku przez uczniów Szkoły Podstawowej nr 3 im. Feliksa Szołdrskiego w Nowym Tomyślu – zobaczcie jak bogato opisany punkt! Super – gratulacje. A dlaczego? Bo to jeden z niewielu punktów tej wizyty, który w jakiś tam sposób da się wytłumaczyć (abstrahując od tego, że sam wyjazd trudno wytłumaczyć 😊). I szkoła podstawowa, wiec niby mógł się uczyć zarządzania taka placówką (chociaż pewnie lepiej byśmy wyszli, gdyby od nowa zaczął się uczyć w takiej placówce) i kartki od dzieci z naszego miasta itd itd. Co więcej na tym się dzień w Chimbarongo nie skończył – dalej ciężko pracowali… znaczy… może z tym „pracowali to przesadziłem, bo kolejny punkt bardzo mnie zadziwił. Bo albo Chile winem i innemi artykułami wyskokowymi stoi, albo… no z reguły to gospodarze oprowadzają po miejscach, które są dla nich godne pokazania, albo po takich, które w szczególny sposób interesują gości… jak było w tym przypadku – ja nie wiem. Kolejnym punktem bowiem było – zwiedzanie jednej z największych winnic w Chile (Cono Sur) – no cóż… nawet nie wiem jak to skomentować. Nadal to nie koniec dnia, pracowali do wieczora i to pewnie późnego – przygotowanie stoiska promującego Nowy Tomyśl (miedzy innymi udekorowanie stoiska herbem Nowego Tomyśla i innymi materiałami promocyjnymi…) już sobie wyobrażam, jak Hibi Bezprawnik wiesza osobiście ten herb, pewnie tym razem (tak jak do Wrocławia) Roll upa nie brał. Kupę roboty musiało być z tym dekorowaniem, bo Hibi wymienił jeszcze: (…wystawienie akwarel naszego pacykarza, przygotowanie warsztatu naszej pleciary i wystawienie folderów i prezentacja multimedialna Muzeum wikliinarstwa i Chmielarstwa…) – kuniec i kropka, tyle się narobili. Swoją drogą to słyszałem, że prezentacja multimedialna była po Polsku, więc pewnie Chilijczycy zrozumieli tyle samo, co Polak na robotach u bauera w latach osiemdziesiątych. A przecież był w delegacji specjalista od hiszpańskiego. Po powrocie na sesji próbował brylować znajomością tego języka. Mógł przetłumaczyć! Kolejny punkt – uroczyste otwarcie targów Expomimbre, połączona z występami artystycznymi oraz wręczenie na scenie pamiątkowej statuetki min. Konsulowi RP, oraz burmistrzowi Nowego Tomyśla.- słyszycie ten ton? Wiecie rozumiecie NA SCENIE, ja pierdziu jakie wyróżnienie. Konsulowi i jemu! Normalnie co za ranga! Pamiątkowa statuetka… ale… ale… zastanawiam się nad jednym. Nie wiem czy tak było, czy znów popisał się umiejętnościami polonistycznymi… napisał wręczenie statuetki – jednej? 😊😊😊 – naprawdę podstawówka się kłania. Na koniec ciężkiego i wymęczającego dnia jeszcze jeden punkt – spotkanie z Konsulem RP w Chile p. Piotrem Frelakiem. Aha! No rzeczywiście wydarzenie że ho, ho. No jak się na scenie spotkali, przy tej jednej statuetce, to sobie pogadali, jak już oczywiście ustalili, który bierze statuetkę do domu.

Ciąg dalszy nastąpi i to już dziś wieczorem
WDS

 

Reklamy

Jedna myśl w temacie “106 WDS – I część wiekopomnego dzieła noszącego tytuł „Sprawozdanie z wyjazdu burmistrza Nowego Tomyśla do Chile”

  1. Ciekawy 28 Maj 2018 / 02:08

    Wds_ie bardzo bardzo interesujące. Czekam na ciąg dalszy a komentarz napiszę jak poznam wszystkie uroki tego egzotycznego wyjazdu. A tak na marginesie to Nieudacznik równie nieudolny jest w pisaniu jak i rządzeniu. Ty Wds_ie z takiego wyjazdu napisałabys książkę a tutaj wymeczone 3 strony na 2 tygodnie pobytu 😕

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s