XXXI – WDS – Bardzo kiepski dzień Hibiego – No i fajnie!

Witam, dziś będzie kilka memów, bo Gabinet nr 28 daje na co dzień tak wiele materiału, że grzech byłoby nie skorzystać 😊. Niestety między innymi przez to doniesienie troszkę długie, ale wybaczcie – nie mogłem się powstrzymać.

imageJuż sam tytuł mema mówi sam za siebie „w moim magicznym domku”. Rzeczywiście magia jest wielka. Nikt tak jak te oglądane trio, nie potrafi zrobić z czegoś nic. Poza tym pokazuje jak są w tej nieszczęśliwej trójce podzielone role. Disco Polo – taki niby świętoszek, którego czasem miło posłuchać, jak ściemnia. On taki dobry, nie wadzi nikomu – a jak ma wadzić, kiedy nie ma nic do gadania 😊. Za to Pani Fe, to krwisty diabełek, którego zadaniem jest bycie złym policjantem, czyli darcie twarzy gdzie popadnie i liczenie na to, że ktoś się przestraszy. Oczywiście boją się już tylko pracownicy urzędu, bo jak się postawią, to może ich w złości zwolnić. Niestety czasem Pani Fe ma wrażenie, że boi się jej też miejscowa gawiedź, ale to tylko złudzenia, bo tak naprawdę to Pani Fe gawiedzi może naskoczyć. Patrząc zaś na minę Hibiego, to od razu i zdecydowanie widać, których podpowiedzi lubi słuchać. To akurat dobrze, bo pani z doświadczeniem, przede wszystkim akwizytora, co raz cześciej kieruje go na manowce.

image

Wiem, że ten oto mem wzbudził wiele śmiechu – ciekawe dlaczego? Chyba jednak zostawię to bez komentarza, bo nie wiem dlaczego Hibi może po ciemku siedzieć. Może po prostu lubi 😊😊😊, a może się już wstydzi?

image

Mem niezwykle trafny. Tak to Hibi stworzył Adama. Do momentu przeciągnięcia Drożdżowej Babki na swoją, ciemną stronę mocy (swoją drogą ciekawe jak przeciągał?), tego sołtysa znali raczej mieszkańcy wsi własnej, No i kilku amatorów rozbijania samochodów i gawiedzi „lubiejącej” oglądać tę masakrę. Teraz Drożdżowa Babka został wpuszczony na salony, a co więcej nawet pan i władca zaszczycił własną obecnością jego gratową imprezę i podobno nawet się nie spóźnił.

A teraz zwyczajowe doniesienie.
Hibi miał naprawdę fatalny jeden z ostatnich dni. W dniu tym przerąbał dwie sprawy sądowe a także miał okazję wytłumaczyć się przed kuratorem z Leszna, co miał na myśli (nie wiem czy w tym przypadku myślą to można nazwać), pisząc o rzekomych parafiliach seksualnych w donosie na radnego Fotografa. Pierwsze ogłoszenie wyroku dotyczyło sporu z jedną ze zwolnionych pracownic zaraz na początku swego urzędowania (nie wiem, czy to można nazwać urzędowaniem). Oczywiście sprawę przerżnął w przedbiegach. Co prawda sąd nie mógł przywrócić zwolnionej do pracy, bo Hibi jej stanowisko zlikwidował. Jadnak w zamian sąd zasądził odszkodowanie w wysokości osiemnastu tysięcy złotych, plus odsetki! Oznacza to, że z naszego budżetu znów znikną pieniądze. Oczywiście nie można tu winić tej, która te pieniądze otrzyma, bo została po prostu pokrzywdzona przez Hibiego i jej się należy jak psu buda. Winić należy tego, który tak nieudolnie zarządza (nie wiem, czy to można nazwać zarządzaniem) naszym miastem. Swoją drogą zastanawia mnie to, jaki z Hibiego prawnik i jakiej jakości są prawnicy, których gromadnie zatrudnił, skoro co proces, to w du… dostają, aż miło posłuchać. Przy tej okazji wspomnę o części sprostowania Hibiego w jednaj z naszych pierduśnic. Mało co nie spadłem z krzesła, jak po telefonicznej namowie jednej z wiewiórek, zajrzałem do wspomnianego sprostowania. Hibi twierdzi w nim, że to wcale nie on ma sprawy w sądzie pracy, a urząd! Rozumiecie? Wynika z tego, że nasz wielki dostojny urząd zwalniał na początku nowej kadencji. To nasz wielki urząd likwidował stanowiska. To nasz wielki urząd darł się na Cegiełkę i wymieniał zamki w jej gabinecie, to nas wielki urząd… ah… szkoda czasu na wymienianie tych wszystkich brzydkich rzeczy, których urząd dokonał. Zastanawia mnie tylko jedno. Czemu w takim razie Hibi wnerwił się na spotkaniu z sikawkowymi w Róży, kiedy usłyszał, że na sikawki pieniądze dał urząd, a nie ON – burmistrz? Zastanawia mnie, też dlaczego wszędzie na plakatach zapraszających na miejskie imprezy stoi napisane, że zaprasza sam dr Hibi, a nie urząd? No właśnie zwróciliście uwagę jak Hibi pod obwieszczeniami, sprostowaniami i tymi podobnymi się podpisuje? Ten wielki prawnik, do tej pory nie nauczył się, jak nazywa się stanowisko, które dzierży. Poprawna nazwa wynika ze Statutu Gminy i Regulaminu Organizacyjnego Urzędu, ale Hibi chyba nie potrafi czytać tego rodzaju dokumentów (być może dlatego, że nie przypominają filozoficznych) i wszędzie tytułuje się – Burmistrz Gminy Nowy Tomyśl, oczywiście nie zapominając o literkach „dr” przed nazwiskiem.
Druga przegrana to, sprawa dotycząca skargi Hibiego do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Hibi poszedł się poskarżyć, że wstrętne i niedobre Samorządowe Kolegium Odwoławcze na wniosek obywateli, każe mu publicznie udostępnić umowy z wykonawcami, a przede wszystkim jednym wykonawcą (zapomnianym już przez nas Specjalistą da. Reklamy). Jak do tej pory Hibi, chroni przedwyborczego piewcę peanów na swoją cześć. Hibi nie chce powiedzieć ile i za co mu zapłacił! Wspomniany specjalista, chyba czuł pismo nosem, że klimatu dla niego w naszem mieście raczej już nie ma, więc wyniósł się podobno do warszawki, a i dobrze – niech i tam poczują co to znaczą plagi egipskie. Ostatnio nawet jedna z wiewiórek doniosła mi, gdzie ta plaga w warszawce pracuje, jednak nie zamierzam się tam wybierać, by tę twarz oglądać.

Tak wiec dzięki swojemu prawniczemu kunsztowi Hibi przegrał kolejne sprawy – jak nic szykuje mu się trzecie przezwisko – Bezprawnik! Tym bardziej po przegranych było mu smutno, bo bodajże dwa dni wcześniej, odbyła się podobna sprawa dwóch byłych pracownic urzędu. Wiewiórki pogadały z krewnymi z Grodziska, gdzie sprawy się te toczą i dzięki temu mam w miarę świeże informacje. Podczas tej sprawy, podobno Hibi zachowywał się jak dziecko, a jak usłyszał, że sąd na tym posiedzeniu nie zdąży już go przesłuchać, to aż krzyknął „yes”. Normalnie jaki prawnik i jaki burmistrz – takie zachowanie.

imageGrodziska kuzynka moich wiewiórek w sądzie – jak widać bardzo czujna

Kolejne jaja, były na przesłuchaniu, które przeprowadzał leszczyński kurator w sprawie donosu jaki Hibi wyskrobał na Fotografa. Moje wiewiórki z narażeniem życia przyklejały się do szyb drugiej podstawówki, by coś usłyszeć. Jak mi doniosły, niestety kuratorowi nie było dane wysłuchać szczegółowych wyjaśnień, ponieważ w większości przypadków kurator słyszał odpowiedź: „nie pamietam” – W takim razie ogłaszam publiczną ściepę na lecytynkę dla Hibiego. Jakby ktoś miał w domu jakiś niepotrzebny zapasik, tego specyfiku, to proszę od razu, bez pośredników zanieść specyfik do sekretariatu Hibiego. Może pomoże, chociaż wiewiórki twierdzą, że przy tak posuniętej amnezji, jaką Hibi wykazał podczas spotkania z kuratorem, to może nie pomóc, nawet beczka lecytynki.
Taki to właśnie miły dzień miał nasz Bezprawnik… i bardzo dobrze 😊.
Niezłe jaja były także na ostatniej sesji. Powiem szczerze że jak, wiewiórki koczujące w pobliżu kulturalnego domu, doniosły mi, że Hibiemu i jego …. zastępcom, radni wreszcie pogonili lekkiego kota – bo to pozwalanie mu na wszystko, to już zaczęło miejscową gawiedź lekko wkurzać, to aż mi się humor poprawił. Nie będę opisywał wszystkiego – najlepiej samemu obejrzeć video relację z tego pogromu. Koniec końców Hibi, Wyszedł tak wnerwiony, że aż para mu szła z uszu – powiem szczerze całkiem przyjemny widok. Oczywiście Pani Fe nie mogła sobie darować przegranej i postanowiła się zemścić. Jak mi wiewiórki z platana doniosły jak ma wyglądać ta zemsta, to znów się uśmiałem tak, że czkawki dostałem. Pani Fe nakazała bowiem wstrzymać druk tuby propagandowej urzędu, czyli urzędowej gazetki, która co miesiąc ogłasza gawiedzi, jaki to Hibi jest wspaniały i jak to dobrze dzieje się w naszem mieście. Wydanie ma być wstrzymane do momentu, aż oni (swoją droga, ciekawe kto?) napiszą artykuł, który jak się podobno wyraziła Pani Fe – ma dopie… radnym, za to co z nikim zrobili na sesji. Uuuuuuuuuu…. Hahahahahahahahaa……. nie mogę, jak to piszę to znów mnie czkawka ze śmiechu łapie. Ale zemsta! Ciekawe tylko, kto się o tym dowie, bo podobno poczytność tego periodyku jest znikoma (wiem, wiem że przesadziłem nazywając to coś dumną nazwą – periodyk, ale nie mogłem opanować sarkazmu). Biedny tylko jest redaktorek naczelny tego czegoś, bo ma tyle do gadania, ile w urzędzie Disco Polo.
A’ propos urzędowych decyzji. Podobno już nie obowiązuje zarządzenie 500 minus – czyli to, które mówi szefom jednostek podległych urzędowi i wydziałom tegoż urzędu, że jeśli chcą wydać więcej niż 500 złotych polskich, to muszą o zgodę wystąpić do burmistrza. Teraz ci ludzie muszą uzyskiwać zgodę na każdy wydatek! Oczywiście fanatycy Hibiego mogą powiedzieć, że to dobrze, że w ten sposób kontroluje wydatki. Taki właśnie sposób zarządzania był naszem pięknym kraju, a więc i w naszem pięknem mieście w czasach, które nasi dziadkowie i rodziciele wspominają jako – komunizm. Ciągła kontrola, kamery, donosy, czytanie i wykorzystywanie anonimów (piszę o anonimach, bo może Hibi czytając doniesienie, jednak sobie przypomni, skąd i kiedy wpadł mu pomysł, żeby oskarżyć radnego, nauczyciela i fotografika w jednej osobie). No sami powiedzcie – czysta komuna. Nawet wiewiórki zaczęły obawiać się, co by nie zdążył się poniżej pokazany fakt…

image

image

… ale i one też kamery posiadają, więc…

image

… a pracują nawet nocą!

Teraz o jednym z moich ulubionych bohaterów, czyli o niejakim Kredytowym. Jak zwykle ma dylemat, bo nie wie któremu panu służyć. Ostatnio zdecydowanie zbliżył się do Pani Fe, a nawet można powiedzieć, że powstała na tej linii jakaś nić porozumienia, a może tylko zrozumienia – być może, bo ludzie o podobnym spojrzeniu na świat zdecydowanie lepiej się rozumieją.
No i powstał w jego głowie dylemat. Stało się to za sprawą obywatelskiego ruszenia, czyli walki ludzi z osiedla Kwiatowego o to, by pod ich nosami nie budowano bloków cztero i więcej piętrowych. Tak się sympatycznie stało, że opisywane osiedle, znajduje się w okręgu wyborczym Kredytowego. I tu właśnie powstał, w tym „pięknym” umyśle malutki dylemacik. Czy być za Panią Fe, czy pomóc swoim wyborcom. Jak myślicie jaki był finał przemyśleń Kredytowego? No oczywiście, najzwyczajniej w świecie olał wyborców. Kalkulacja była prosta. Do wyborów jeszcze daleko, więc pewnie pomyślał, że wyborcy zapomną, a Pani Fe może być bardziej pamiętliwa. Niestety do końca plan nie wyszedł, bo po pierwsze wyborcy już powiedzieli co o tym myślą i na dodatek powiedzieli, że raczej nie zapomną. Nie jest to dobra wiadomość dla Kredytowego, ponieważ mieszkańcy tego osiedla to mniej więcej połowa wyborców w tym okręgu, więc pewnie przy następnych wyborach, Kredytowy może zapomnieć o stanowisku radnego. No chyba, że się przeprowadzi do innego okręgu, czemu bym się wcale nie dziwił, bo po nim można się wszystkiego do spodziewać. Po drugie sytuacją tą zainteresowali się radni z innego okręgu i to mieszkańcy bardzo docenili i jeszcze bardziej wkuli się na radnego autochtona. Jak doniosły mi wiewiórki, podobno Kredytowy, jak się dowiedział, że obce radne łaziły po jego okręgu i miejscowa gawiedź rozmawiała z nimi o swoich problemach związanych z budownictwem wysokopiennym, prawie zawału dostał. Tak to jest, jak się trzyma z tymi co nie trzeba. Nie zawsze bycie blisko koryta się opłaca i mam szczerą nadzieję, że wyborcy to zweryfikują.
Na koniec, jak to rozpocząłem w poprzednim odcinku – malutki przeglądzik prasy bez tajemnic:
1. W swoim sprostowaniu Hibi napisał, że nigdy, w żaden sposób nie dyskredytował zaangażowanych społecznie ludzi, próbujących walczyć z nowotomyskim smogiem. Ciekawe czym jest w takim razie ciągle publiczne zapewnianie, że problemu nie ma, więc nie ma o co kopie kruszyć – ciekawe, bardzo ciekawe.
2. Nie wierze własnym oczom! Cóż za tytuł: Inwestycyjna wiosna ….. o żesz ty ku…. (Nie dotyczałem) … w opalenickiej gminie…. ech, znów nie ma o czym gadać.
3. Tytuł artykułu: „Radny zaprzecza, że sfałszowano podpisy” – po przeczytaniu tegoż artykułu wszyscy czytelnicy mogą się dowiedzieć, że nasz Hibi ma jeszcze kolejne ukryte zdolności. Ponieważ jak sam mówi – kiedy petycja z ponad 350 podpisami trafiła do niego na biurko, to w jego ocenie mogła ona zawierać niektóre sfałszowane podpisy. Ponadto stwierdził, że jeszcze jako rzecznik konsumentów wielokrotnie spotykał się ze sprawami w których ludzie mieli problemy z podpisami – gdyż ich nie składali, albo nie wiedzieli co podpisują. Ja pierdzielę – nie dość, że nasz Hibi jest chyba najlepszym grafologiem – psychologiem na całym świecie, bo tylko jeden rzut oka pozwolił mu na wydanie poważnej ekspertyzy, to jeszcze wiedział, że niektórzy którzy się tam podpisali, zrobili to nieświadomie – ja pierdziele – prorok jaki, czy co? (przy okazji – to jego rzecznikowanie odbija się czkawką do dziś. Bo kto do niego z czymkolwiek przyszedł, to sprawę oddawał do sądu. Tak chyba sobie elektorat budował, bo petenci byli na tamten czas wniebowzięci. Teraz nowy rzecznik jeździ na te sprawy i dostaje na nich w du… aż na krańcach województwa słychać bolesne jęki)
Obyśmy tak nie jęczeli na koniec „rządów” Hibiego i spółki. Chociaż z drugiej strony, to pewnie te kilka miesięcy to jeszcze wytrzymamy. Niektórzy pewnie mnie sprostują i powiedzą, że nie kilka, tylko kilkadziesiąt – a ja wam powiem, że szczerze i gorąco wierzę, że kilka. Do następnego doniesienia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s