WDS XXII – Marcepanka ciąg dalszy i …

Witam serdecznie – dziś trochę więcej tekstu w satyrycznym doniesieniu, ponieważ nie mogłem zostawić dalszej części historii o Marcepanku. Swoją drogą, podobno pseudonim się przyjął i już na mieście tak właśnie mówią o wielkim panu dyrektorze pierwszej (liczbowo) szkoły podstawowej. Jeśli tak rzeczywiście jest, to proszę pamiętać, żeby dziatwa na koniec roku nie przynosiła owemu bombonierek z marcepanem, bo może być to odebrane jako nietakt, a może i nawet afront.


Otóż Marcepanek, już po publikacji ostatniego doniesienia spotkał się z rodzicami uczniów klas drugich (przede wszystkim, tych przegranych – patrz WDS XXI). Spotkanie już od początku miało dezinformacyjny chaos, ponieważ nikt dokładnie nie wiedział na którą godzinę jest ono ustawione – 15.00 czy 15.15 i czy na pierwszym piętrze, czy na parterze. Wyobraźcie sobie, że wice dyrektor, która wprost przeciwnie do Marcepanka jest raczej głośna i zdecydowanie bardziej agresywna w komunikacji – dlatego nazwę ją Erkaem – chciała wykorzystać opóźnienie i powiedziała, że nie ma czasu czekać! Co więcej na oburzone głosy rodziców, stwierdziła że są bezczelni! I w razie czego się nie wyprze, bo rozmowę nagrywała wiewiórka przemycona w jednej z damskich torebek.
w_torebka
Niestety salwa karabinowa Erkaemu się nie powiodła, bo rodzice powiedzieli, że sama jest bezczelna – to się wtedy jej lekko taśma z nabojami przycięła.
Na samym spotkaniu Marcepanek siedział, jak zbity pies – co więcej z pokorą przyznał się, że on nawet nie robił losowania, tylko sam wybrał dwie klasy szczęśliwców!!! Nie powiedział czym się kierował przy tym samodzielnym wyborze (sic!). Marcepanek tłumaczył się gęsto, że nie konsultował swoich działań z Włodzimierzem Włodarzem, bo nie mógł się do niego dodzwonić, bo w sekretariacie powiedzieli mu że włodarza nie ma. Co więcej, poszedł osobiście do tegoż sekretariatu i rzeczywiście Włodzimierza nie było! Stwierdził nawet, że może mu tak powiedzieli bo go pewnie tam nie znają – normalnie zaczyna mi go być żal. Fajnie to skwitowali rodzice, którzy być może czytali moje wcześniejsze doniesienie. Powiedzieli mu prosto w oczy, że widocznie jest NIEKOMPETENTNY 🙂
Dalej był cichy i układny i normalnie zgadzał się praktycznie na wszystko. Jak rodzice powiedzieli, że wybiorą się do burmistrza, to pochwalił pomysł i powiedział, że pójdzie z nimi (może liczył, że wreszcie go tam ktoś przedstawi i już będą wiedzieć, że jest dyrektorem szkoły). Jak podsunięto pomysł przerobienia hotelu Kaniewski (kończy mu się czas umowy wynajmu) – stwierdził że to dobry pomysł – już to widzę salki lekcyjne w tych małych pokojach – no ale świetlice w barze można by łatwo zrobić z praktycznymi zajęciami o złych skutkach nałogów. Dodam tylko, że pomysł opiewał na dwie klasy a reszta pewnie byłaby czynnym hotelem bez gwiazdek – a wszyscy wiemy co to oznacza. Chociaż lekcja religii podczas wesela czy stypy – nawet by pasowała 🙂
Jednak jak padł pomysł, żeby nie tylko dzieci drugoklasowe były objęte dwuzmianowością, nie zdążył się odezwać – odezwała się za to seria z gniazda karabinu maszynowego – pani Erkaem powiedziała, że Sanepid się na to nie zgodzi, bo nie pozwolą by starsze dzieci siedziały w ławkach przeznaczonych dla młodszych. No to jedno z rodzicieli zapytało czy Sanepid ma też zdanie na temat tego, iż małe dzieci będą w szkole dłużej niż ona jest w pracy, Erkaem hardo odpowiedziała, że się nie spotkali tutaj by rozmawiać o przepisach Sanepidu! Uuuu widzę tu jakąś mentalność Kalego, bo kiedy Erkaem mówi o takowych przepisach to jest dobrze, jednak kiedy rodzice o tym wspomną, to już ewidentnie jest źle. Pani Erkaem – zastanawiam się, czy pani uważa, że rodzice dzieci uczących się w tej szkole, to jacyś niespecjalnie lotni ludzie? A może pani uważa, że ostrym tonem spowoduje pani, że się zamkną i nie będą walczyć o dobro swoich dzieci? Nie tym razem! Tym razem trafiła pani na rodziców zdeterminowanych i wiedzących czego chcą – co więcej z tego co wiem – gówno się pani boją.
W puencie tego tematu jak zwykle pomogły mi wiewiórki, które często koczują przy kortach Nowotomyskiego Klubu Tenisowego. Powiedziały mi, żebym sprawdził wyniki z kilku ostatnich lat tenisowego turnieju „Szansa na sukces”. Długo nie musiałem grzebać w zasobach wszechwiedzącego internetu. Znalazłem wyniki z dwunastu ostatnich lat i przekonałem się, że przez cztery ostatnie lata, począwszy od roku 2011 (wyników 2015 nie ma – może się jeszcze turniej nie odbył) turniej ten wygrywał Marcepanek! Mam więc propozycję. Jeśli nasz Marcepanek jest aż tak dobry w tejże szlachetnej grze, to niech może zajmie się właśnie tym co robi najlepiej – grą i ewentualnie nauką gry w tenisa – może z tego będzie jakaś nowa Radwańska czy inny Janowicz, a wtedy wreszcie będzie korzyść z działalności Marcepanka.
tenis
Swoją drogą zastanawiałem się, w jaki sposób osoba która, nie potrafi załatwić pewnych stosunkowo prostych spraw, wygrywa konkurs na takie stanowisko. Wiewiórki wyniuchały i powiedziały, że wiedzą już kto pomagał pisać mu papiery na konkurs. Osoba robiła to w dobrej wierze, ale podobno teraz nie jest z tego powodu specjalnie dumna – się razem z wiewiórkami nie dziwimy (aha i niech się nie un wypiera, bo osoba ta fakt potwierdzi i dopiero będzie wstyd). Swoją drogą, aż mi się nie chciało wierzyć, że nowotomyska ziemia wydała na świat Marcepanka i tu sie nie pomyliłem – sprawdziłem drzewo genealogiczne i okazało się bowiem, że Marcepanek jest rodem z ….. WOLSZTYNA – no czy to jakieś fatum, czy co? :). A co do Wolsztyna – Włodzimierz Włodarz powiedział, że na pewno w tym tygodniu nie spotka się z rodzicami, więc Marcepanek postanowił zwołać zebranie rodziców w szkole. Jedna z wiewiórek znów wymościła sobie posłanko w jednej damskiej torebce 🙂 i po zebraniu doniosła co następuje. Przede wszystkim nie było na zebraniu pani Erkaem, może i dobrze, bo pewnie rodzice mieli przygotowane kilka sztuk snajperek. Okazało się też, że Marcepanek powiedział rodzicom, iż znalazł rozwiązanie. Zamieni na sale lekcyjne część stołówki i część biblioteki i za około miesiąc dzieci nie będą musiały uczęszczać dwuzmianowo do szkoły. Można było? Pewnie, że tak – trzeba było tylko to zrobić wcześniej. Wiecie jednak dlaczego tak prosty sposób nie został zrealizowany wcześniej, czyli we wakacyje? Po prostu Marcepanek postanowił, że będzie dwuzmianowość i koniec (nie wymagało to prac w szkole i większego zaangażowania dyrekcji w czas laby). Przede wszystkim Marcepanek założył również, że nikt (a już na pewno nie rodzice) – nie będzie z tego powodu pyszczył, angażował media i inne wiewiórki. Ups… nie wyszło. Koniec końców RODZICE : MARCEPANEK 0 : 1.

Teraz zajmiemy się najczęstszym bohaterem satyrycznych doniesień – Włodzimierzem Włodarzem.
Co roku na 1. września urząd kupował kilka wiązanek kwiatów i obdarowywał nimi kombatantów II Wojny Światowej, co by bez większych obciążeń finansowych, mogli złożyć kwiaty w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu. Włodzimierz Włodarz stwierdził jednak, że nie będzie na to wydawał pieniędzy. Można zrozumieć – oszczędności! Tylko jak to się ma do finansowania innych rzeczy czy osób? Wyśmienitym przykładem były dożynki we wsi Szarki. Po pierwsze, kiedy sołtysowa zgłosiła się do urzędu z prośbą o wypożyczenia agregatu prądotwórczego na tę właśnie imprezę – Włodzimierz powiedział nie – podobno kobiecina aż się popłakała. Może jednak doszli do porozumienia, bo moje wiewiórki jakiś agregat na imprezie widzieli. Po drugie cała społeczność wsi, oraz zaproszeni: Bindownica, przewodnicząca rady powiatu i przedstawiciel poznańskiej Agencji Mienia Rolniczego (czy jakoś tak), czekali z otwarciem imprezy na spóźnionego Włodzimierza – tym razem nie było to dwadzieścia minut, tylko około godziny! Znów pokazał gdzie społeczeństwo ma swoje miejsce. Po trzecie i najważniejsze i właśnie dotyczące wydatków. Wielu uczestników tychże dożynek nosiło koszulki z nawet fajnym rysuneczkiem – wszystko ok. Z tym, że w trakcie imprezy wiewióry usłyszały taką mniej więcej rozmowę: „Aha, jeszcze trzeba pamiętać, żeby odłożyć sześć stów dla projektanta koszulek”. I tu padło nazwisko owego projektanta. Kto zacz? Ano nadworny plastyk i piroman wielkich wiklinowych instalacji – sam pan farbowany profesor – chyba wszyscy wiedzą o kogo chodzi. Biedni staruszkowie kombatanci – dawajcie sobie radę sami, my się zajmiemy sobą i to jak widać z powodzeniem.
Teraz chwilę o sesji. Przede wszystkim wiewiórki atakowały mnie telefonicznie, żebym koniecznie zaczął oglądać transmisję z sesji, bo uśmiechnie mi się morda na widok zachowania Kredytowego, który to pod nieobecność Czeskiej Pyry, przewodniczył obradom. I rzeczywiście – normalnie napuszył się jak indor – założył nawet łańcuch, który Czeska Pyra zakłada tylko na szczególne okazje. Swoją drogą z tego co pamiętam, to właśnie Kredytowy głośno krytykował zakup łańcucha przez poprzednich włodarzy – teraz jednak łańcuch już jest w porządku, bo wisiał na „właściwej szyi”. Swoją drogą trudno porównywać gabaryty Kredytowego i Czeskiej Pyry, więc łańcuch pętał na Kredytowym jak rekordowy warkocz z wikliny po Nowym Tomyślu. Normalnie był tymczasowy przewodniczący w swoim żywiole, udzielał głosu, zabierał komuś możliwość wypowiedzi – pełen frazesów i nadmuchanej dumy – piękny widok. Napuszony i dumny, ale jak doszło do momentu, kiedy to przewodniczący zdaje sprawozdanie z działalności pomiędzy sesjami, to powiedział, że nie ma Czeskiej Pyry i on NIE WIE :).
Jako jeden z pierwszych odezwał się ten od kości, który powiedział Włodzimierzowi Włodarzowi, że po raz ostatni, w drodze wyjątku będą głosować zmiany w budżecie, kiedy zmiany te podawane są przez niego w ostatniej chwili. Powiedział też, że nie byłoby może problemu, gdyby włodarze bywali na posiedzeniach komisji, albo chociaż pozwalali być na nich pracownikom. Włodzimierz Włodarz odpowiedział (śmiejąc się przy tym sarkastycznie), że według prawa jego pracownicy mogą a nie muszą bywać na komisjach, i że te komisje trwają tak długo, a pracownicy ci, mają co innego do roboty, niż przesiadywanie trzech godzin na takowym posiedzeniu (no pewnie urzędnicy mają wiele innych zajęć i obowiązków – na przykład towarzyszenie, oprowadzanie po mieście i knajpach wycieczek z Turcji podczas Jarmarku). Co więcej Włodek powiedział, że długie posiedzenia komisji dezorganizują pracę urzędu i że on biedny, raz nawet musiał udostępnić SWÓJ gabinet na rekrutację – o matko jak mi go jest strasznie żal, normalnie się zaraz popłaczę).
Może i długo trwają posiedzenia komisji, ale jestem przekonany, że trwałyby o wiele krócej, gdyby właśnie byli na nich obecni odpowiedzialni pracownicy, a najlepiej włodarze. Łaskawie zgodził się on, że mogą przychodzić, ale tylko na 15 – 20 minut – i oczywiście jest to wyjście, bo tyle starczy do wyjaśnienia komisji pewnych kluczowych spraw. Tylko czy znów Włodzimierz Włodarz oczu wszystkim nie mydli, a i tak pracownicy będą mieli zakaz (jak mają teraz) bywania na komisjach. Jeśli chodzi o obecność ich samych, to powiedział, że ich władza trwa dopiero dziewięć miesięcy i są w ciężkim etapie pracy. Nawet jestem w to skłonny uwierzyć, bo jak się przez dziewięć miesięcy robi przede wszystkim imprezy ku własnej chwale, zajmuje się delegacjami z Turcji, to teraz rzeczywiście można być w ciężkiej du…
Mortadela jak się dowiedział, że rada nie zgodzi się na wydanie 20.000 zł na mecz charytatywny !!!! – powiedział, że oni się nie będą upierać, co do tego czy zrobić mecz gwiazd z samorządowcami. Tu jednak wreszcie odezwał się pierwszy piłkarz Nowego Tomyśla niejaki radny „Rydwan” i ich po prostu ośmieszył, bo wiedział, że decyzja o nieodbyciu się meczu podjęta była przez włodarzy dzień wcześniej. Mortadela tłumaczył się, że widzieli iż komisja odniosła się nieprzychylnie do tej inicjatywy i to wycofują wniosek. Co ciekawe zapytano o kilka rzeczy. Przede wszystkim, dlaczego organizator jest z Wolsztyna? Skąd decyzja o tym, że 20.000 ma być z budżetu gminy? A Mortadelę dobił ten co na skrzypeckach grywa, czyli Kubuś Muzykant: „Panie burmistrzu, my nie zaopiniowaliśmy negatywnie meczu – my nie rozpatrywaliśmy wniosku, bo nie mieliśmy na jego temat żadnej wiedzy -więc jak mieli opiniować? Czemu nie mieli wiedzy? Bo jak zwykle włodarze olali komisję i nie przyszli. Swoją drogą wydać na charytatywną imprezę 20.000 zł bez żadnej gwarancji, ze na szczytny cel zbierze się choćby taką samą kwotę (a wszyscy wiemy, że jest to po prostu w tej wielkości mieście raczej niemożliwe)? Może kluczem jest kto tę imprezę organizować? Oczywiście nikogo nie oskarżam – ja tylko pytam i to za radnym Rydwanem, który o tej kwestii wspomniał – jednak nie dostał odpowiedzi. Swoją drogą zastanawiam się czemu nasi radni, nie są konsekwentni i nie dociskają Włodzimierza Włodarza, kiedy wije się jak piskorz i ucieka z odpowiedziami. Wygląda na to, że są tak szczęśliwi i zadowoleni z siebie, że udało im się zadać publicznie pytanie, że już kompletnie nie słuchają Włodziowych odpowiedzi, a on leje wodę na potęgę. Radni za to, mogą w domu powiedzieć rodzinie „widzieliście jak mu przyłożyłem, widzieliście”. Tak, tak… niestety… wszyscy widzieli.

Włodzimierz Włodarz wyjaśnił też po co mu pieniądze na wymianę drukarek. Wyjaśnienie poszło mu nawet zgrabnie, ale to tylko dla laików. Powiedział nawet w liczbach o oszczędnościach, które jak zrozumiałem pozwolą zwrócić wydatek już po kilku latach. Ups… i tu sam wpadł we własne sidła – jednym z argumentów wymiany drukarek, był ich wiek. Informuje więc, że pewnie zanim zakup nowych drukarek się zwróci, to te drukarki, będą już stare i trzeba je będzie (według tej filozofii) znów wymienić! O co zatem chodzi? A no pewnie o wywalenie miejscowej firmy, która konserwuje i naprawia ten sprzęt. Bo założę się o worek orzeszków dla wiewiórek, że przetarg na nowe drukarki wygra z firma spoza naszego pięknego miasta.
Włodzimierz Włodarz podczas posiedzenia rady w rampie świateł i szumie kamery podziękował Kargulowi za przygotowanie Międzynarodowego Festiwalu Wikliny – wręczył mu pisemne podziękowania i jakowyś podłużny lub jak kto woli wysmukły prezent. Pewnie myślał, że w ten sposób zamknie mu buzię, i ten również przy kamerze nie powie co o nim myśli. Plan dobry, ale jak wiemy Kargul, mimo niskiej postury sroce spod ogona nie wypadł i na koniec w odpowiedni sposób podsumował swoje i innych działania związane z festiwalem. Kargul bowiem w czasie tak zwanych wolnych wniosków zabrał głos i powiedział, że teraz odniesie się do tego o czym tu słyszał i zaczął:
po pierwsze – podziękował pani dwojga imion z kulturalnego domu
po drugie – podziękował pracownikom kulturalnego domu
po trzecie – podziękował Włodzimierzowi Włodarzowi za: stawianie kłód pod nogi, za brak właściwego wsparcia ze strony gminy, która zdecydowanie zyskała dzięki festiwalowi (co jest faktem, bo już sam czas transmisji i nagrań telewizyjnych z i o Nowym Tomyślu był naprawdę ogromny, nie mówiąc już o ludziach, którzy do nas przyjechali i zostawiali w naszem mieście forsę). Podziękował za to, że rodzimi plecionkarze po raz pierwszy w historii musieli opłacać namioty w których sprzedawali swoje rękodzieło (Włodek powiedział, że i tak dał 75.000 zł (bodajże) i nie widział w takim razie możliwości, by zwalniać plecionkarzy z tych opłat. Kargul odpowiedział, że i owszem, tylko może dobrze byłoby, żeby społeczeństwo dowiedziało się, że to plecionkarze dali 120.000 zł – przede wszystkim na opłacenia gwiazd występujących podczas Jarmarku! Ups… bilans jakby wygląda trochę inaczej. Swoją drogą, Kargul bardzo dziękował staroście, bo jego pomoc pozwoliła opłacić reegowego piacza – Bednarka, bo Włodzimierz Włodarz się nie chciał się dołożyć. Powiedział również, że ma już dwie propozycje robienia takiego festiwalu w dwóch krajach zza zachodniej granicy i że już mu mało brakuje, żeby się na to zgodził. Nie będę więcej wymieniał żali Kargula, bo miejsca i czasu by zabrakło. Najważniejsze jest to, że Kargul wstał i otwarcie powiedział jak było naprawdę. Ważne, bo już słyszałem na mieście głosy, że na przykład taki Bednarek wystąpił tylko i wyłącznie dzięki staraniom Włodzimierza Włodarza.
Jeszcze wcześniej, jako, że Kredytowy nie zdał relacji z działalności przewodniczącego, zrobił to Włodzimierz Włodarz. Mówił, a raczej czytał z kartki długo i płynnie. Opowiadał, gdzie i z im to on i jego wędlinowy zastępca nie bywali. To następny dowód na to, że nasi nieporadni mają w dużym poważaniu to co się dzieje na sesji. Wyrywkowo sprawdziłem dwie osoby, o których wspomniał Włodzimierz Włodarz – żadna z nich z nim ani z Mortadelą nie spotkała się w przeciągu ostatniego czasu, czyli od ostatniej sesji – nawet w takich sprawach mijać się z prawdą? Jakoś trudno mi znaleźć takową potrzebę, no chyba że te mijanie się z prawdą, to nic innego jak objaw chorobowy. Może on po prostu nie chce, ale musi. Oj panie z taką filozofią, jak historia pokazuje, daleko można zajść – a my wszyscy czytający mamy nadzieję, że bardzo daleko, oby jak najdalej stąd.
Do następnego doniesienia – wiewiórki już czekają
duzo_na_drzewie

Reklamy

Jedna myśl w temacie “WDS XXII – Marcepanka ciąg dalszy i …

  1. E. 11 września 2015 / 18:07

    Marcepanek – słodko:) Od jakiegoś czasu obserwuję z daleka poczynania tego osobnika i pewna byłam, że w końcu „świat” pozna się na jego machlojach. Kibicuję rodzicom!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s