WDS XXI – Mała szkolna wojna i inne doniesienia

Jak to mówią niektórzy – najsajmwpier muszę znów przeprosić tych, którzy być może czekali na obiecany odcinek jubileuszowy. Niestety – kiedy postanowiłem kilka dni odpocząć, w naszem pięknem mieście, znów podziały się rzeczy, które to trudno mi zostawić bez komentarza. Więc odcinek jubileuszowy znów się „przesunął” – może zdecyduję się na 25, czyli ćwiarteczkę. Zaraz, zaraz… jeśli będzie ćwiarteczka, to może też być połóweczka? No cóż patrząc na nasze „elity polityczne”, może się tak zdarzyć. Jak już jesteśmy przy nomenklaturze pojemnościowej, to ręczę wam, że połóweczka to za mało, żeby zrozumieć to co się u nas dzieje – chyba jednak trzeba będzie zakupić całego litra.

Tym razem doniesienia nie zacznę od omawiania czynów Włodzimierza Włodarza. Tym razem zacznę od ważnej dla Polaków daty – 1. września! Data ta kojarzy się nam z powrotem do szkoły przez rzesze dzieci, no i niestety z wybuchem Drugiej Wojny Światowej. Nasz pierwszy września, zakończył się małą wojenką rodziców i dyrektora pierwszej (tylko numerycznie) szkoły podstawowej. Zastanawiałem się jaki pseudonim nadać temu panu urzędnikowi. Patrząc na nazwisko pasuje Migdałek (taka moja chora wyobraźnia), ale że ostatnio jest docierany przez wiele osób, a wiadomo w co się zamienia migdał, gdy się go uciera i jak się doda troszkę słodyczy – w Marcepanek. I tak właśnie będzie w satyrycznych doniesieniach nazywany. No ale do tematu. W czym rzecz? Jak mi doniosły wiewiórki mieszkające po sąsiedzku ze szkołą

images34R9OZYA

(które zresztą są cięte na Marcepanka, bo nie lubią mało używanego kortu na terenie szkoły – lubiły tam wcześniej zakopywać orzeszki), rozpoczęcie nauki po wakacjach odbyło się na szkolnym placu. Jak mówią wiewióry przemówił ludzkim głosem również Marcepanek, który przywitał wszystkich serdecznie i podobno powiedział, że jego gabinet jest otwarty dla dzieci i rodziców. Normalnie sama słodycz – jak to z marcepankiem bywa. Niestety słodycz i otwarcie się na gawiedź (lub gabinetu – nie wiem do końca) zakończyło się bardzo szybko. Po uroczystościach Marcepanek zamknął się w swoim gabinecie, gdzie w skrytości czterech dyrektorskich ścian, dokonał LOSOWANIA! Już mówię o co chodzi. Ze względu na liczbę uczniów, spowodowaną tym, że sześciolatki zaczynają edukację, do szkoły weszła potrzeba (według Marcepanka) wdrożenia zmianowości. Wyznaczone do tego zostały wszystkie klasy drugie, co nawet do końca nie jest głupie bo mają podobno najmniejszą liczbę godzin lekcyjnych. Trzeba było tylko zdecydować które to z drugich klas będą uczyć się od samiutkiego ranka, a które na drugą zmianę. Tu właśnie pomogło TAJNE LOSOWANIE Marcepanka. Wyszło z niego, że są dwie klasy szczęśliwców. I tu dochodzimy do sedna – okazało się bowiem podobno (być może przypadkiem, ale…), że w jednej z klas jest dziecko wice szefa naszej medycznej fabryki z nazwą na „Ch”, a w drugiej wnuczę byłej dyrektorki szkoły – znaczy się szychy. Być może przypadek, ale domyślacie się jak to podziałało na rodziców. Od razu nasuwa się kilka pytań. Dlaczego Marcepanek nie przeprowadził tegoż losowania publicznie, lub przynajmniej w obecności delegacji rodziców klas drugich? Jaką wybrał metodę losowania? Jaką metodą losowania wybrał metodę losowania? Czy były białe i czarne kule, czy papierki z napisami w jakowymś pucharze czy innym naczyniu? No dobra dość żartów – po prostu Marcepanek dał du…. z TAJNYM LOSOWANIEM :). Niestety to nie koniec problemów z tym związanych. Jest jeszcze jedna sprawa, która wpływa na wkurzenie rodziców „dzieci drugozmianowych”. Marcepanek nie za bardzo rozwiązał sprawę dojazdów dzieci z okolicznych miejscowości. Okazało się bowiem, że „przegrane w losowaniu”, dzieci muszą przyjechać do szkoły już na 7.40 – bo tak będzie przyjeżdżał najpóźniej szkolny autobus. Te małe dzieci mają czekać na zajęcia, które zaczną się w okolicach 10.00 – 11.00. To niestety nie wszystko – autobusik podobno odjeżdża nazad dopiero w okolicach godziny 17.00. Jeśli to jest prawda (wiewiórki już stoją na posterunkach, a raczej siedzą na okolicznych drzewach , żeby to sprawdzić),  na_drzewie to te PRZEGRANE W LOSOWANIU dzieci, będą w szkole ponad DZIEWIĘĆ GODZIN!!! Brawo panie Marcepanek, brawo! Tym bardziej brawo, że jego odpowiednik w szkole z którą Marcepanek bezskutecznie rywalizuje, jakoś sobie z tym problemem poradził. Podobno nawet nauczyciele oddali swój pokój na kolejną salę uczniowską – wszystko dla dobra dzieci, by nie musiały spędzać większości swojego dnia w budynku szkoły. Z moich obserwacji widzę, że często jakoś tak sie dzieje, jak dyrektorem szkoły zostaje magister od fikołków. Zaraz, zaraz… przecież w szkole znaczonej numerem 2, dyrektorem też jest magister od fikołków? Może to po prostu inna kwestia? Może to po prostu kwestia… tych… jak to słowo brzmiało?…. a już wiem KOMPETENCJE! A raczej ich brak! Mała wojenka się jeszcze nie skończyła, ponieważ jedna z bardziej krewkich mam „przegranych dzieci”, poszła z tym problemem do Włodzimierza Włodarza! Ten podobno dał Marcepankowi czas do piątku na rozwiązanie tegoż problemu. Podobno Włodzimierz Włodarz zaproponował Marcepankowi kontakt z rywalem z drugiej podstawówki – ciekawe. Przecież chyba duma mu na to nie pozwoli – się chyba rozpuści ze złości, tak że z Marcepanka zostanie mamałyga 🙂 Poczekamy do piątku. Niech się Marcepanek dobrze zastanowi, bo jak widzę rodzice „przegranych dzieci” nie odpuszczą. Tak, tak bycie dyrektorem to nie je bajka – to nie tylko splendor funkcji w miejscowości, gdzie takich osób jest tylko kilka.

Nie wiem czy wiecie, że w urzędzie został zatrudniony nowy człek – oczywiście nie miejscowy, bo do takich Włodzimierz Włodarz raczej nie ma zaufania. Jeszcze zatrudniłby kolejną wiewiórkę lub samego WDS-a? Oj, aż strach pomyśleć. Człek ten jest z samego Lubonia i pracuje w wydziale Komunalno – Inwestycyjnym, Rolnictwa i Ochrony Środowiska a zajmować się będzie drogami i utrzymaniem czystości w gminie. W uzasadnieniu na stronie urzędu podano, że jest to bardzo kompetentna osoba i że ma uzupełniać pracę pracownika starego, czyli zasiedziałego – i pewnie dlatego ma takie same obowiązki – hmmm… czemu tak? Może jednak kompetencja nowego wywodzi się z historii jego pracy? Jak donoszą wiewiórki, które mają kuzynki w Czerwonaku, właśnie w tym mieście pracował wcześniej tenże kompetentny urzędnik. Czy ja dobrze pamiętam, że jedna z naczelniczek, a dokładnie pani Fe, również eksplorowała teren urzędu w Czerwonaku a potem przyszła (znaczy przyjechała) do nas? Podobno pani Fe ma dość duży wpływ na decyzje, a nawet zachowanie Włodzimierza Włodarza… więc…. ale nie chcę nic sugerować, tak sobie tylko popie… po klawiaturze satyrycznie uprzejmie donosząc.

Nasi miejscowi działkowcy osiągnęli histeryczny sukces. Zostali obwołani Najlepszym Rodzinnym Ogrodem Działkowym w Anno Domini 2015 roku! Po odbiór nagrody pojechali aż do Tczewa, gdzie odbyły się Krajowe Dni Działkowca. Z kopaczami ziemi małą łopatką i grabkami miał pojechać przedstawiciel urzędu naszego miasta, ale… Mortadela powiedział, że działki go nie obchodzą. Zaś Włodzimierz Włodarz miał inne zajęcie. Wybrał się do niedalekiej Borui by na święcie zupy, publicznie gotować przysmak wielu Polaków. Normalnie kto nie widział zdjęć z imprezy, niech koniecznie gdzieś poszpera w zasobach internetu, bo Włodzio wyglądał przecudnie. Założył fartuszek z obnażonym męskim torsem i gotował podobno zupę węgierską! I tu popadłem w zdumienie. Dlaczego nie turecką? Przecież to istne faux pas – nie od dzisiaj wiadomo, że zjadacze papryki od wieków nie przepadają za zjadaczami chałwy i na odwrót. Oj to pachnie przynajmniej notą dyplomatyczną :). Przynajmniej ugotowana zupa była raczej dobrze doprawiona, znaczy nie za słona, bo minę na zdjęciach Włodzimierz Włodarz ma całkiem uśmiechniętą. Z braku wyżej wymienionych, wysłano panią Złoty Cielec, czyli nową panią sekretarz. Ta podobno dwoiła sie i troiła, żeby złapać dobry kontakt z uczestnikami wycieczki z naszego miasta. Ciekawe tylko, czy jakby włodarze wiedzieli, że w Tczewie mogliby spotkać i ministra i samą panią premier, to czy nie okazałoby się, że jednak Mortadela wykazałby zainteresowanie działkami, a grzebanie w ziemi wygrałoby z węgierską zupą – no tak, ale wtedy Włodzio nie mógłby pokazać się we wspomnianym powyżej „filuteryjnym” fartuszku kuchennym.

Muszę jeszcze wspomnieć o trzech sprawach powiązanych ze sobą miejscem umieszczenia informacji. Dyżurująca przy internecie wiewiórka, uprzejmie doniosła, iż na stronie urzędu ukazały pewne się wiadomości: Po pierwsze Włodzimierz Włodarz wraz z Mortadelą, podziękowali PRACOWNIKOM URZĘDU za współpracę i organizację naszego głównego lokalnego święta – Jarmarku (sic!). Tak sobie myślę, że szkoda iż nie wspomnieli o tych, którzy naprawdę ten jarmark przygotowali – pracownikach kulturalnego domu, pod wodzą pani dwojga imion – trochę głupio.. ale do takich ruchów już chyba wszyscy zdążyliśmy się przyzwyczaić. Przyzwyczaić tak, ale nie akceptować – my pamiętamy, dzięki komu dobrze się bawiliśmy a przede wszystkim wstydu nie najedliśmy. Po drugie Włodzimierz Włodarz przeprasza mieszkańców za chwilową przerwę w kursowaniu bezpłatnej komunikacji miejskiej i informuje, że zostały podjęte czynności zmierzające do zakończenia procedury wyłonienia przewoźnika! Cholera jasna, a co do tej pory robili? Czasu zabrakło? Może nie trzeba było gotować zupy i promować własną osobą gdzie się tylko da. Po trzecie wreszcie na stronie urzędu ukazały się oświadczenia majątkowe Mortadeli. Do tej pory powinny być już dwa (teraz już są) pierwsze po trzydziestu dniach od objęcia funkcji, drugie w nowym roku kalendarzowym. Do 26. sierpnia było tylko i wyłącznie pierwsze Włodzimierza. Więc nie ma co gadać obydwaj panowie złamali ustawę! Jeśli ktoś chce dowodu, wystarczy spojrzeć do naszego bip – u i zobaczyć daty umieszczenia oświadczeń. W razie czego zrobiłem stosowną kopię (wcześniejszego braku oświadczeń również) :). Ustawę złamała również pani Fe, której oświadczenia nie ma w ogóle. No chyba że nie jest urzędnikiem wydającym decyzję. Trochę to jednak dziwne, bo być szefem takiej komórki jak Wydział Geodezji, Urbanistyki i Gospodarki Nieruchomościami i nie móc podejmować decyzji??? Mimo, że będzie mnie to kosztowało, bo orzeszki co raz droższe – puszczam agentkę z ruda kitą, żeby to sprawdziła.

chelm_reka

Do zobaczenia w następnym odcinku, który będzie traktował o ostatniej sesji rady miasta, bo działo się tam działo, oj działo.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “WDS XXI – Mała szkolna wojna i inne doniesienia

  1. Mama 4 września 2015 / 16:26

    Małe sprostowanie, gdyby lekcje zaczynały się o 10 to jeszcze by uszło, ale w pierwotnej wersji druga zmiana zaczynała o 12.30 i kończyła o 16. Po interwencji rodziców godzina rozpoczęcia zmieniła się na 11.35 do 15.10. Ku przy pomnieniu oczywiście tylko dla tych 4 „nagrodzonych” klas.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s