WDS – XX – Jak Włodzio kłamczuszkiem został i jak to na jarmarku było :)

Witam ponownie,

to już dwudziesty odcinek WDS. Miał być specjalny – JUBILEUSZOWY – troszkę w innej formie i powiem, że już nawet jest on przygotowany, tylko jeszcze „niedopieszczony”. Jednak, podziały się takie rzeczy, że nie mogę ich pozostawić na tak długo bez odzewu, bo sie kompletnie zdezaktualizują i po prostu przestaną być dla czytających ciekawe. Zatem postanowiłem, że odcinek jubileuszowy będzie „oczkiem”, czyli 21.

imagesI9IP54V7

Tyle się podziało, że nie wiedziałem od czego zacząć. Postanowiłem jednak, że w miarę będę się trzymał chronologii zdarzeń i zacznę od tematu pod tytułem „Jak Włodzio, został kłamczuszkiem”. Tuż przed rozpoczęciem naszego dorocznego święta radości, muzyki wszelakiej (szczególnie w tym roku, bo wpuściliśmy na scenę zespól disco polo (ciekawe czy nasz Mortadela vel Disco Polo się ucieszył), zakupów (najczęściej mało potrzebnych, a przede wszystkim święto wydawania naszej ciężko zarobionej mamony – pewien nowopowstały portal zamieścił nagraną wypowiedź Włodzimierza Włodarza. W tej wypowiedzi rzeczony, bez zająknięcia (co jak potem udowodnię jest ważne), ze swadą prowincjonalnego aktora opowiedział, jakich to on dla naszego społeczeństwa cudów nie dokonał. By nie być gołosłownym przytoczę kilka ujmujących fragmentów. Naj sam wpierw burmistrz Nowego Tomyśla pochwalił się, że nasza impreza jest największą w zachodniej Wielkopolsce… uuuu fajnie – szkoda tylko, że jak główna organizatorka pani dwojga imion, prosiła łaskawie o audiencje w sprawach jarmarku, to wtedy ta WIELKA IMPREZA za bardzo go nie obchodziła. Co zresztą pokazał w następnym zdaniu, wykazując się przy tym brakiem podstawowej wiedzy na temat – nazywając WIELKĄ IMPREZĘ Jarmarkiem Chmielo – Wiklinowym. Panie Włodzimierzu Włodarzu, burmistrzu Nowego Tomyśla – impreza od zarania nazywa się Jarmark Chmielo – Wikliniarski!!! Ale co tu się dziwić osobie, która na co dzień zamieszkuje inne miasto (chociaż podobno ma mieszkanie w NT), wiem to bo jedna wiewiórcza familia ma kuzynów w Wolsztynie i tam podobno nasz włodarz codziennie rano zapyla po bułeczki na śniadanie. No ale wróćmy do wypowiedzi. Prawie każde zdanie zaczynało się od przysłowiowego „JA”, i tak na przykład „…Jeżeli chodzi o przebudowę parku, to zacząłem od utwardzenia nawierzchni i położenia kostki…”. Od razu przypomina mi się kawał, jak to chłop przywiózł wozem konnym węgiel do miasta. Jedzie ulicami i krzyczy „Wyngiel przywiozłem, wyngiel przywiozłem”, na to koń się odwraca i mówi „Tak ku… ty przywiozłeś” – dokładnie tak samo jest z naszym Włodkiem. Oczywiście czytający mogą powiedzieć, że czego się czepiam, że chodnik tam akurat jest OK. Ja też się z tym zgadzam, tylko czemu w takim razie Włodzimierz Włodarz tak często i głośno krzyczy, że na nic nie ma pieniędzy? W takim razie skąd je wziął? I tu pomogły niezastąpione wiewiórki z platana przed urzędem. Otóż w zasobach gminy jest taki fundusz, przez niektórych zwany remontowym, przez innych interwencyjny. Chodzi o to, że gmina ma zawsze odłożone pieniążki na nieprzewidziane sytuacje, jak na przykład zawalenie się chodnika, załatanie dziury po awarii rury z wodą i tym podobne. Uwaga, mieszkańcy uwaga – módlcie się co niedziela, co by taka sytuacyja się nie wydarzyła, ponieważ tegoż funduszu już NI MA! Włodzio mógł go sobie wziąć bez pytania rady, więc Włodzio wziął i Włodzio dał nam kawałek chodniczka w parku. Fajny chodniczek i pewnie wielu pomyślało – dobry pan. Jednak jak tak naprawdę się pomyśli, to gó… nam to dało, bo i tak te około trzystu metrów specjalnie nie ratowało nas w tym roku przed kurzem. Włodzimierz Włodarz pochwalił się również herbem naszego miasta na końcu tego chodniczka. Mam wrażenie, że nie do końca przeczytał stosowną uchwałę dotyczącą możliwości i zaleceń co do wykorzystywania herbu Nowego Tomyśla. Jak się okazało, piszący ustawę wiedzieli o czym mówią, bo już po pierwszym dniu imprezy herb był po prostu, brzydko mówiąc (za co przepraszam) zarzygany. Pochwalił się także tym, że już niedługo będzie w tym miejscu strefa wi – fi, mówiąc przy tem, że dzięki temu, iż mamy większą strefę bez drzew (kazał kilka wyciąć), to będzie lepszy zasięg wifulca. No tu nawet średnio rozwinięty uczeń podstawówki się uśmiał, bo akurat drzewa nic do tego raczej nie mają. No ale jak się również wycięło w pień zespół informatyków w gminie, to i nie ma kto rzetelnie w tych sprawach podpowiedzieć. Ponadto, nie wiem czy wiecie, podejmowane przez Włodzimierza Włodarza działania mają na celu przede wszystkim ożywienie naszego napowietrznego przybytku kultury i wypoczynku. Mówił o pięknej scenerii i ślubach w plenerze chwaląc się na przykład altanką wybudowaną przez wikliniarzy – i tu zaczął już mocno przesadzać. Najpierw pokazuje się na tle wikliniarskiej społecznej roboty, a potem mówi, że … „…wiatę z okazji międzynarodnowo festiwala buduje Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno – Spożywczego w Szreniawie! Mówił też, że to muzeum znajduje się właśnie w parku, słowem nie wspominając, że to muzeum naszej kochanej wikliny, które jest po prostu filią Szreniawy. Zastanawiacie się po co? Tylko i wyłącznie, żeby zdyskredytować i pomniejszyć znaczenie organizatorów festiwalu – bo kto jak kto, ale Włodzimierz Włodarz dobrze wiedział, kto wiatę buduje i że będzie ona oficjalnie przekazana Szreniawie do użytku. A fe, a nie ładnie tak kłamać – oj ty, ty kłamczuszku! Zresztą przez te wypowiadane brednie, mało się nie zdemaskowały moje wiewiórki, które słysząc to wszystko, mało z drzewa nie spadły. Normalnie ze złości się im paznokietki prostowały, co właśnie groziło oderwanie od kory i spadnięciem w dół zgodnie z teorią wydedukowaną przez jednego siedemnastowiecznego Anglika. Na drugi dzień odezwał się nasz mistrz ceremonii, niejaki Kargul – nagrał informację na tym samym portalu, próbując prostować informację. Jak wszyscy często się przekonywaliśmy, trudno nam zrozumieć wypowiedzi naszego Kargula, więc w odbiorze społecznym mogło być raczej 1 : 0 dla Włodka. Ale jak to mówią nasi wysokopienni górale „Pan Bócek nie rychliwy, ale sprawiedliwy i wi co czyni”, zemsta nadeszła w dzień ostatni jarmarkowych przepychanek kto najwięcej zrobił. Przepychanek na linii plecionkarze – gmina – starostwo. Wyobraźcie sobie takową scenerię. Piękna pogoda, przed sceną sporo ludzi. Na scenie zaraz mają się odbyć wręczenie nagród dla startujących w konkursach wyplataczy wszelkiego kulturalnego dobra. Nasz Kargul stanął za mikrofonem, który specjalnie został z lekka obniżony, co by nie musiał sie na palce wspinać. Na scenę został oficjalnie poproszony Włodzimierz Włodarz, jako pan i władca naszego miasta. Włodzimierz wszedł, a wtedy Kargul się przepięknie zemścił. W pierwszych słowach powiedział mniej więcej tak…. że on chce pozdrowić wszystkich od byłego burmistrza Henryka Helwinga i też specjalnie podziękować, za to, że mu on bardzo pomógł przy organizacji festiwalui!!! Powiedział również, że (i tu uwaga) burmistrz Helwing nie mógł być z nami osobiście, bo po prostu zachorzał. Na co publika nagrodziła słowa Kargula niezłymi brawami. Widać było, że Włodzimierzowi Włodarzowi, para mało co uszami nie wyszła. Oczywiście robił dobrą minę do złej gry, ale zapewniam, że odbiło się to na jego ego – bo było to widać. Inna sprawa, że Kargul ma przesrane na całej linii. Chociaż może nie do końca, bo okazuje się, że na festiwalu, był znany profesor, który to zajmuję się z ramienia UNESCO ochroną tak zwanego dziedzictwa narodowego i który stwierdził, że po tym co zobaczył – to nasz wiklina już spełnia wszystkie warunki, co by taką ochroną mogła być objęta. Wiecie co to znaczy? Gruba, bardzo gruba kasa z zasobów UNESCO. Myślę, więc że Włodzimierz Włodarz skorzysta z takiej okazji. Okazji polegającej na tym, że inni zrobią coś dużego, a on się będzie próbował do sukcesu przytulić. Więc Włodzimierzu Włodarzu, nie radzimy obrażać się na Kargula, przynajmniej do momentu rozpatrzenia sprawy przez UNESCO i ewentualnego wpłynięcia kasy – potem już może pan kopać w dupę, bo Kargul nie będzie potrzebny.

beznazwy

A teraz z innej beczki, podobno jedną z najliczniejszych ekip festiwalowych była ekipa z Chile – około pięćdziesięciu osób z ichniejszej stolicy wikliny. Co więcej – chilijscy wikliniarze przytargali ze sobą burmistrza tegoż miasta. Normalnie każdy urzędujący burmistrz wykorzystałby sytuację. Sprowokował oficjalne spotkanie, nawiązał stosunki, a może i współpracę między stolicami wiklin tak odległych krajów. Normalnie – niestety nie dotyczy to naszych władz. Burmistrz z chilijskiego miasteczka szwendał się po jarmarku, jakoś tak mało oficjalnie. Po prostu niestety źle trafił z geografią, bo nasz Włodzimierz Włodarz kocha się w narodzie z nad cieśniny Bosfor. Przedstawiciele tegoż narodu w liczbie kilku sztuk mieli nawet specjalnego opiekuna w postaci miejscowej urzędniczki! Z drugiej strony, to tak sobie pomyślałem, że nawet mogę mu to wybaczyć, ale pod jednym warunkiem. Jeśli te działania zmierzające do zacieśnienia stosunków, są dlatego, bo Włodzimierz Włodarz stara sie o azyl w Turcji, który wykorzysta najpóźniej za trzy lata z małym kawałkiem – bo jednak emigracja do Wolsztyna może być za bliska.

 

Tak moi drodzy, jesteśmy po następnym, kolejnym JARMARKU CHMIELO – WIKLINIARSKIM (specjalnie dużymi literami, żeby Włodzimierz Włodarz zapamiętał, jakby czytał doniesienie). Wiem, że najbardziej gawiedzi podobał się występ niejakiego Bednarka – i fajnie, bo chłop wygląda na poczciwego, a i fajnie śpiewa i dyla po scenie – Muszę jednak jedną rzecz wtrącić, bo już słyszałem głosy, że występ tegoż artysty zawdzięczamy Włodzimierzowi Włodarzowi – nic bardziej mylnego – on się na to wypiął, a za występ zapłacił starostowy włodarz spod znaku zielonego liścia, dając w ten sposób społeczeństwu do zrozumienia, że na niego można liczyć w przeciwieństwie do innych :).

 

Jarmark został dobrze odebrany przez nasze społeczeństwo – nie mogło być zresztą inaczej, przecież organizowała go pani dwojga imion Gienia vel Stasia, która co jak co, ale na tej imprezie na pewno „zęby zjadła”. Ciekawe tylko co będzie za rok, bo nasza specjalistka zaraz po jarmarku, żegna się z posadą i trudno się jej dziwić – współpraca z urzędem nie należy do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych. Wszystko zależy od tego, kto ją raczy zastąpić. Czy osoba, która zna się na rzeczy, czy kolejny spadochroniarz na przykład z Wolsztyna, Poznania, Szamotuł czy innego ościennego powiatu a nawet województwa. Jak to już nie raz pisałem „Pażiwiom obaczym”.

 

Do „zobaczenia” w oczkowym – jubileuszowym doniesieniu. WDS

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s