WDS – część I – Włodarze naszego Nowego Tomyśla

Witam,

kiedy powiedziałem matce, że będę pisał coś na kształt stand up, (a kobieta na telewizji mocno wyedukowana, więc wiedziała o co chodzi), spytała – gdzie ja się pcham. Mówi: „Nie dość, że po ojcu jesteś niespecjalnie urodziwy, to jeszcze zbyt obfity w kształtach.

Mówię jej – matka, to ty chyba nie widziałaś przewodniczącego rady miejskiej w Nowym Tomyślu – on to dopiero ma atrybuty o któryś mówiłaś, a na jakie stanowisko go ludzie wybrali. Matka mówię ci – ten łańcuch przewodniczącego musieli mu powiększać, bo się nawet na szyje mu nie mieścił. Normalnie wyglądał jak łańcuszek z pierwszej komunii. Zresztą podobno powiększając mu ten łańcuch ogniwa wzięli z tego drugiego łańcucha, bo burmistrzowi – chudzinie kończył się gdzieś przy kostkach. Teraz jest dużo lepiej – przynajmniej tutaj wyżej ma jakąś ochronę. Inna sprawa, czy jest co tam chronić.

Ale pal sześć łańcuchy, najważniejsze, że doszliśmy z matką do jednego wniosku. Facet nie może być brzydszy od kwitu na węgiel. A` propos węgla – to wy się nie śmiejcie, tylko zacznijcie go gromadzić w piwnicach. Zresztą nie tylko węgiel. Róbcie pochodnie. ustawiajcie stosy drewna w kluczowych miejscach miasta. Po co – pytacie? To nie wiecie, że nasz nowy pan i władca podobno wstrzymuje wszystkie płatności gminy? – taka oszczędność – jak nam prąd w latarniach odetną, to wtedy wspomnicie moje słowa.

Ale, ale za jedno to trzeba naszego nowego burmistrza pochwalić. W mordę – przez tyle lat rządy Tuska a teraz Kopacz próbują wprowadzić w urzędach tak zwane „jedno okienko” – i co? I gówno. Jak nie było tak i nie ma! A on, nasz kochany włodarz? Cztery miesiące rządów i jest jedno okienko. Ludzie przychodzą do urzędu. Szybciuteńko do jednego pokoju czy okienka – załatwiają sprawę i biegną w te pędy do drzwi wyjściowych, bo załatwiając sprawę w drugim pokoju można być posądzonym o spiskowanie z urzędnikiem a jeszcze można w ten sposób spotkać się z panem i władcą. Chociaż to mniejszy problem bo prawdopodobnie nas nie zauważy.

Poza tym przynajmniej pięciokrotnie wzrosła szybkość obsługi petenta. W mordę, to nic że rano widziałem się z urzędniczką, bo to sąsiadka – w urzędzie ani mru mru, że się przypadkiem znamy. Żadnego tam – cześć Monika (imię zostało użyte przypadkowo), co u ciebie? Jak synek? Jaka kuźwa Monika? Jaki synek? Dzień dobry – proszę łaskawie o to – dziękuję i już szybciutko spadam z pokoju. Wychodzę po takiej wizycie, a czekający w kolejce normalnie twarzą do ściany, żeby ryzyko rozpoznania było mniejsze. Poza tym jakiś porządek musi być – co nie? Zresztą nawet jakbyś człowieku chciał załatwić jeszcze jedną sprawę w drugim pokoju. Jaki drugi pokój? Jakie drugie okienko? Przecież po ostatnich ruchach burmistrza, mało kto tam pracuje. Niedługo pewnie wiele pokoi będzie zaplombowane dwiema dechami na krzyż – na krzyż? Cholera a podobno burmistrz nie wierzący?

Tak pomyślałem, że jak tak on, taki sprawny, to może zostałby premierem? Przynajmniej tu go nie będzie.

Patrzcie czy to nie kuriozum, że poprzedni burmistrz jest jak zwykle cały czas obecny na wszystkich ważnych imprezach w mieście, a nowego nie zobaczysz, nawet na tych, na których być powinien? Ale co tu się dziwić, jeśli mu administratorzy Facebook`a profil zlikwidowali, bo przez pięć lat zdobył sześciu znajomych. Z czego trzy zaproszenia od najwierniejszego wyznawcy z trzech różnych, na tę okazję założonych, profili. Jak się on nazywa? Jakoś na S, zaraz, zaraz … wiem chyba Sobieski, czy jakoś tak. No nie chyba jednak inaczej, bo jak na niego patrzę, to skojarzeń z naszym wielkim królem, raczej nie mam. Ale na pewno jakoś podobnie. Zresztą kij mu w… – zresztą nie bo na przyjemność trzeba sobie zasłużyć.

A wracając do starego burmistrza i jego bywania wszędzie. Podobno Bóg jest wszędzie? Być może, ale na pewno Helwing był tam wcześniej. Pamiętam, że jako gówniarz chodziłem na wagary i jak nie było pieniędzy na kino, to kupowaliśmy gazetę i bawiliśmy się w swoistą zgadywankę. Jeden czytał prawie cały nekrolog, a drugi musiał zgadnąć ostateczny wiek nieboraka. Tu było inaczej. We wtorek kupowało się obydwa wydania naszych Klekoten Zeintung i zgadywało się liczbę zdjęć z burmistrzem. Cholera, dobrze że na wagary raczej nie chodzą dzieci nauczania początkowego, bo do tylu to one liczyć na pewno nie potrafią.

Do usłyszenia – Wasz Satyryczny Donosiciel (WSD)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s