WDS – część XVI – Jak Włodek został strażakiem!

Tak, tak moi drodzy nasz drogi Włodzimierz Włodarz został strażakiem – zapisał się do Ochotniczej Straży Pożarniczej w miejscowości BUKOWIEC – jak doniosły mi miejscowe wiewiórki, które chętnie zaglądają do remizy. Pytanie brzmi po co? Podobno nasz Włodarz chce jak najbardziej, być czynnym strażakiem, czyli porobić wszystkie kursa i gasić pożary (oby nie serc). Wyobraźcie sobie…

„… Jeszcze dzwonka dźwięk. Strażak WŁAD na miejsce mknie.

Migiem wkłada płaszcz i kask. Zawsze wszędzie jest na czas…”

No i tu widzę pierwszy problem. Jak powszechnie wiadomo, nasz Strażak Włodzimierz Włodarz nigdy, nigdzie na czas zdążyć nie może. W Krajowym Systemie Ratowniczo Gaśniczym strażacy po ogłoszeniu alarmu mają na wyjazd od trzech do pięciu minut, a w szczególnych wypadkach jest to minut piętnaście. Przypominam, że na zakończenie roku w drugiej podstawówce, bodajże z Wytomyśla, Włodzimierz Włodarz jechał coś koło czterdziestu minut (dobrze, że nie zapisał się do tamtejszego OSP). No, ale może ja dzielę skórę na niedźwiedziu? Przecież zanim w ogóle będzie miał szansę dojechać z urzędu (już wyobrażam sobie jak przerywa spotkanie i biegnie na alarm.. hihihihihi) w pięć minut do Bukowca, to najsamwpierw będzie musiał przejść kurs podstawowy I i II stopnia. Kurs taki trwa od czterech do sześciu tygodni, a zajęcia odbywają się w weekendy. Co więcej minimalna dopuszczalna absencja wynosi tylko 10%. To znaczy, że nasz Włodzimierz Włodarz przez sześć tygodni w soboty i niedziele, nie będzie się pokazywał w mieście? Nie będzie imprez na Hibner Platz? Kurde mol – kusząca propozycja!!! Tym bardziej, że jeszcze egzamin i ewentualne kursy na ratownika technicznego, czy medyka. No a przecież musi je zrobić, bo przecież nasz drogi Włodzimierz Włodarz nie może być w straży zwykłym popychadłem. Tak myślę, że Włodzimierz chce sobie poprawić wizerunek, bo przecież ochotniczy strażak to osoba zaufania publicznego…

„… Ulicami naprzód gna, dla każdego uśmiech ma.

Ktoś ma dziś kłopoty gdzieś, więc strażaku spiesz się spiesz…”

Cholera – będzie problem z tym uśmiechem, bo przecież tajemnicą Poliszynela jest to, że Włodzimierz Włodarz to raczej naburmuszony chodzi, a nie uśmiechnięty. Słyszałem również, że ludzie zaczynają gadać, że co jak co, ale pomocy od Włodzimierza, to się raczej spodziewać nie można. Panie burmistrzu, myślę że jak pan zacznie coś pożytecznego oprócz imprez robić, to naprawdę zaufanie społeczne wzrośnie i to bez takich tanich chwytów.

Już sobie wyobrażam jak ktoś dzwoni pod numer 112 i dyspozytor słyszy w słuchawce taki mniej więcej tekst:

– Halo, halo czy dodzwoniłem się na 112?

– Tak słucham!

– Czy burmistrz Nowego Tomyśla jest dziś w urzędzie, czy gdzieś wyjechał?

– A czemu pani pyta?

– no, ale jest czy nie?

– proszę pana, ale my nie jesteśmy sekretariatem burmistrza!

– ale to jest sprawa życia i śmierci!

– No dobrze, proszę poczekać przy telefonie… halo.. dowiedziałem się, że jest w delegacji

– no to ja chciałem zgłosić, że pali się stodoła w Bukowcu!!!!

A tak na poważnie, to czy czasem właśnie nie burmistrz razem z radą, ma w swojej gestii rozdział pieniędzy na Ochotnicze Straże Pożarne w gminie? Czy czasem nie będzie konfliktu interesów przy takim podziale pieniędzy? Czy Włodzimierz Włodarz nie będzie faworyzował jednostki w której będzie udawał strażakowanie? Tym bardziej, że jednostka w Bukowcu jest naprawdę bardzo dobra i szkoda jej psuć, a jak wiadomo powszechnie, czego sie pan nie dotknie, to…. Szkoda strażaków, bo fajne chłopy i baby tam są. Myślę, panie Włodzimierzu Włodarzu, że troszkę pan nie pomyślał, zresztą chyba nie pierwszy raz.

Tak przy okazji, podejrzewam, że włodarze czytują moje doniesienia, bo urzędowe wiewiórki doniosły mi, że Disco Polo chyba zaczął się inaczej czesać, by nie być porównywanym do lidera zespołu śpiewającego na przykład przebój „Mydełko Fa”.

Odbyło się ostatnio spotkanie na szczycie starostwo – gmina celem rozmów o dwuzmianowości w szkołach podstawowych, czyli w temacie, który żywo interesuje wielu rodziców młodych ludzi, którzy zakończyli swoją przygodę z przedszkolem. Wyobraźcie sobie, że włodarze powiatu wymyślili taką rzecz, że jak wiewiórki z platana to usłyszały, to mało co nie spadły z drzewa zemdlone.

Otóż starosta spod znaku zielonego liścia (znaczy się, że niedoświadczony?) i jego zastępca zwany Bindownica rzekli, że miejscowe liceum imienia naszego znanego astronoma, może udostępnić swoje podwoje… ale tylko i wyłącznie dla ostatnich klas gimnazjum. Według nich dzięki takiemu manewrowi, właśnie w gimnazjum znajdzie się miejsce dla nowych pierwszoklasistów! Zastanawiałem się na co taka kombinacja? Długo nie musiałem – po prostu władze powiatu, chcą za wszelką cenę uratować upadającego Kopernikusa, bo coraz mniejszy nabór co roku, powoduje że niedługo nie będzie kogo w tej szkole uczyć. Pomyśleli, że jak trzecioklasiści z gimnazjum będą chadzać do tego budynku, to się przyzwyczają, a poza tym łatwiej będzie ich namówić na liceum, mając ich pod ręką. Panowie starości mam o wiele prostszy i tańszy pomysł na uratowanie tej szkoły z dość dużymi tradycjami. Wystarczy zwolnić wspaniałego menadżera tego przybytku nauki – od lat niereformowalnego dyrektora, powszechnie zwanego Tratwą.

Teraz następny news, zresztą opisywany gęsto w naszych gadzinówkach – pomysł wiaduktu dla pieszych i rowerzystów nad naszą miejscową baną. Pomysł ten ma być remedium na nasze problemy dotyczące korków związanych z zamykanymi szlabanami. No myślałem, że mi ze śmiechu wątroba pęknie. Normalnie zaraz poleciałem pod szlabany, zobaczyć jak duży problem jest z tymi pieszymi. Stoję i czekam na zamkniecie trasy. Zaraz nadeszła taka okazja i traf chciał pod szlabanem był jeden pieszy i dwóch rowerzystów. Dzielnie czekali w pierwszym szeregu. Zaraz po otwarciu szlabanów dziarsko ruszyli naprzód – czego nie można było powiedzieć o samochodach, bo zanim przejechała ta cała oczekująca kawalkada, dróżnik znów opuścił zapory. Kierowcy dalej czekali, a pieszy i rowerzyści dawno już zniknęli z pola widzenia. Kładka dla pieszych (podobno są już jej plany – a co znaczy, że Włodzimierz Włodarz wydał już na to nasze publiczne pieniądze) ma być galanta – z windami, czyli po naszemu na wypasie. Zdaje mi się, że o wiele lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na wspomożenie działań Społecznego Komitetu Budowy Wiaduktu w Nowym Tomyślu, albo zamontować windę dla niepełnosprawnych i rodziców z dzieckiem w przejściach podziemnych na perony. Rzucanie tak nierozsądnych pomysłów pod publiczkę – już raczej nie działa. Panie Włodzimierzu Włodarzu – po Lepperze, Kukizie Polacy już tak łatwo nie dają się rąbać w rogi bez mydła. No chyba, że Włodzimierz Włodarz kładkę robi myśląc o sobie. Bo jak po referendum będzie kierował (szybkie) kroki w stronę Wolsztyna, to nie będzie musiał stać na rogatkach i mniejsze ryzyko, że dorwą go wdzięczni mieszkańcy, by podziękować kwiatami. Tylko po co windy? Może po to, żeby się również taczka zmieściła? 🙂

Nie wiem czy wiecie, że w naszem mieście został ogłoszony następny, po ulicy Paprockiej, przetarg!? Naprawdę – przetarg na utwardzenie drogi wjazdowej do parku. Myślę sobie – kurde, zaczyna się coś dziać. Jednak wiewiórki z platana wraz z koleżankami z parku, uprzejmie mi doniosły, że powód pośpiechu jest zgoła inny. Okazało się, że już niedługo nasz Włodzimierz Włodarz chce pójść w ślady jednego z prezydentów polskich miast i udzielić osobiście i własnoręcznie ślubu! Co ma kostka na drodze w parku do ślubu? Ano ma. Okazało się bowiem, że Włodzimierz Włodarz zamierza udzielić tego ślubu w plenerze, czyli właśnie w parku. Komu? Ano nowotomyślance i obywatelowi Turcji. Kurde co on ma z tym krajem dwojga kontynentów? Już wiem! On chce po prostu przebić zdetronizowanego Henryka I, który tylko i wyłącznie uroczyście otworzył turecki kebab, a ślub Turka, to już większy kaliber! Jak powiedziały mi wiewiórki, podobno sam osobiście i głośno powiedział, że z tą kostką to trzeba zdążyć przed tym ślubem – to są właśnie priorytety naszego pana i władcy. Zabawa, splendor, zabawa, splendor i tak cały czas.

Szkoda tylko, że nie jest mu tak śpieszno z innymi rzeczami. Główna organizatorka Jarmarku, pani dyrektor dwojga imion w dalszym ciągu nie może się dogadać z Włodzimierzem, który nie ma dla niej w ogóle czasu. Na każdą decyzję trzeba mieć jego zgodę, no ale jak ją uzyskać, jak się nie chce spotkać? Niby zajmuje się tym Disco Polo, ale jego decyzyjność jest dokładnie taka sama jak leśniczego na wojennym okręcie. Ale, ale… wiewiórki urzędujące w okolicach wiklinowej muszli koncertowej, uprzejmie doniosły, że pewnego pięknego dnia sam Włodzimierz Włodarz zawitał w progi kulturalnego domu. Zawitał osobiście, ale nie sam. Wiewiórki mówiły mi, że przyszedł z człowiekiem, którego przedstawił, jako tego, który ma złożyć ofertę na obsługę gastronomiczną jarmarku. Oczywiście był na to jeszcze czas, więc proszę bardzo – każdy może to zrobić. Jednak jest to niepojęte, że burmistrz, sam osobiście przyprowadza gościa i mówi „ten pan złoży jeszcze ofertę” – jak to wygląda? Coś mi się zdaje, że jest to po prostu kompletny brak instynktu samozachowawczego! No i dobrze :).

Oczywiście pani dwojga imion chciała wykorzystać to, że Włodzimierz Włodarz wychylił nos ze swojego gabinetu i chciała z nim porozmawiać, uzyskać podpisy (bo na wszystko, na każdą głupotę musi mieć zgodę Włodzimierza). Co powiedział Włodarz? Że on teraz nie może, bo musi z tym panem już iść!!! Jednak udało się, wyszarpać kilka minut (podobno dzięki temu interesantowi, który powiedział że poczeka). To co pani dwojga imion przedstawiała Włodzimierzowi, podobno zostało wcześniej uzgodnione z Disco Polo. Jednak Włodzimierz Włodarz bardzo był zdziwiony tym co mu zostało pokazane. Najczęściej używane zdania, to: „dlaczego tak drogo?”, „a po co to?”, „czy nie może pani znaleźć tańszego zespołu?” i tak dalej, i tak dalej. Czasem mam wrażenie, że te schody które stawia przed ekipą kulturalnego domu, w sprawie organizacji jarmarku są stawiane specjalnie, z pełną premedytacją. Tylko po to, żeby znaleźć kozła ofiarnego w postaci pani dwojga imion? Tylko po co? Przecież i tak pani ta powiedziała, że po jarmarku odchodzi. Sprawa jest prosta. Włodzimierz Włodarz powie, że w domu pełnym kultury jest tak źle, jest taka klika, że trzeba na dyrektora wprowadzić osobę z zewnątrz – czyli swoją. Myślę, że jednak Włodzimierz Włodarz powinien pamiętać o tym, że pani dwojga imion zorganizowała już sporo jarmarków i zawsze ludzie byli zadowoleni. Jeśli więc ten wyjdzie tak sobie – to będzie tylko i wyłącznie wina tych, którzy blokowali działania, czyli naszych włodarzy, a ludzie nie dadzą sobie wmówić, że nagle Stasia vel Gienia dostała amoku, amnezji i innych takowych przypadłości, które nie pozwoliły jej dobrze wykonać standardowego dla niej zadania. Zamieszanie, które wprowadza Włodzimierz Włodarz powoduje oczywiście złą atmosferę wokół jarmarku. Na tyle złą, że sponsorzy walą drzwiami i oknami – tylko że kierują się w stronę napisu „WYJŚCIE”. Rok temu, mniej więcej o tej porze wiadomo było, że bejmów od sponsorów było około 75.000 złotych polskich – dziś mamy tylko i wyłącznie około 15.000, czyli pięć razy mniej!

Wydawane pieniądze na bezsensowną kładkę, za to oszczędzanie na wszystkim co związane z jarmarkiem. W zamian interesowanie się własnym hobby (strażak Włodek) – wszystko – oprócz normalności.

WDS

Reklamy

Jedna myśl w temacie “WDS – część XVI – Jak Włodek został strażakiem!

  1. FuFu 15 września 2015 / 09:16

    Hmm. Wiewiórki Ci doniosły… Więc nikt za bardzo nie wie że W. Hibner jest w straży i jakoś sam zainteresowany nie dąży do tego aby to nagłaśniać. (dla mnie i pewnie dla wielu czytających ten artykuł jest to wielkim zaskoczeniem) Idąc tym tropem warto zaznaczyć że podobna sytuacja jest w wielu gminach, powiatach itp. Jest również coś takiego jak pojęcie członka honorowego. Tudzież np w Borui Strażakuje Komendant Powiatowy Pan Antuszewski i chyba na liście znajduje się były włodarz miasta Henryk H. (i z tego co słyszałem miał też dołączyć opisany w artykule „Pan Włodek” który zaproszenia nie przyjął drążąc dalej temat aż w końcu wybrał Bukowiec. Czy u poprzedniej władzy wpłynęło to jakoś na stan jednostek ? Dlaczego Boruja ma po raz drugi już wymieniane/kupowane auto mimo że w gminie jeżdżą starsze ? Decyzja świeża podjęta przez „strażaka Włodka” z innej jednostki. Tak więc z sianiem fermentu troszkę bym poczekał chodziarz stojąc z boku ciężko oceniać.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s