WDS – część XIV – Tuircja w Nowym Tomyślu

Witam wszystkich po dłuższej niż zazwyczaj przerwie. Jestem po prostu „wyjechany” i mam ograniczoną komunikację z wiewiórkami. Jednak po kilku od nich mailach postanowiłem napisać jeszcze przed powrotem do naszego pięknego miasta. Tym bardziej, że wiewiórki by mi tego nie darowały. Ich grono zaczęło się samoczynnie powiększać. Nie mówię tutaj o prokreacji, tylko o powiększającym się gronie wiewiórek donosicieli. Bedzie dziś trochę dłużej, ale mam nadzieję, że dacie radę :).

Przede wszystkim wiewióry poinformowały mnie, że na tak zwanym mieście coraz częściej, a i całe szczęście coraz głośniej mówi sie o ewentualnym referendum w którym nowotomyślanie mieliby odpowiedzieć na jedno pytanie – czy chcą jeszcze Włodzimierza Włodarza na wiklinowym stolcu, czy może trzeba pokazać w którym kierunku jest Wolsztyn. Podobno dla oszczędności, referendum miałoby być przy okazji wyborów parlamentarnych. Jedna dodatkowa kartka, jeden krzyżyk we właściwym miejscu i po ptakach – proste? Inna sprawa, czy jeśli się uda, to czy społeczeństwo znów w ramach demokracji dobrze wybierze? Jak to mówią sąsiedzi „pażiwiom obaczym”. Teraz powinniśmy naprawdę sie zmobilizować przed referendum – dlaczego? Bo minęło pół roku a w naszym mieście dalej nic sie nie robi (oczywiście oprócz imprez na Hibner Platz).

To, że źle się dzieje wiedzą już daleko poza granicami naszego pięknego miasta. Na stronach urzędu cały czas wiszą ogłoszenia o naborze na dość kluczowe stanowiska, takie jak na przykład: sekretarz gminy czy główny księgowy. Ostatnio jakoś nikt się nie zgłasza. Rozumiem tubylców – na własne oczy widzą, że taka kariera jest do dupy i kojarzenie ich z Włodzimierzem Włodarzem na przyszłość dobrze nie rokuje. Jednak, jak już nawet przyjezdne nie chcą w to się mieszać, to znaczy że opinię na zewnątrz mamy już niezłą! Mam tylko nadzieję, że opinia ta przede wszystkim dotyczy Włodzimierza Włodarza, a nie naszego pięknego miasta i jego obywateli. Tym bardziej, że ludzie nie lubią być bezczelnie inwigilowani, a większość już słyszała o pomyśle Włodzimierza Włodarza (o przepraszam na znanym portalu, zapomniany już specjalista od reklamy, chwalił się iż to jego autorski pomysł!) umieszczenia na korytarzach ratusza kamer. Ciekawe po co, przecież nie dla bezpieczeństwa korytarzy i przechodzących petentów, oraz przemykających się urzędników (przemykających, bo jak za długo są w tych miejscach, a mają pecha i spotkają Włodzimierza Włodarza, to oprócz nieprzyjemności samego spotkania, otrzymują jeszcze tak zwaną zjebkę.

Wiewiórki doniosły mi, że na tych samych stronach internetowych jest przecudnej urody zdjęcie – jak nasz Włodzimierz Włodarz w towarzystwie urzędniczki spotyka się z przedstawicielem obcego państwa, czyli Turcji. Włodzimierz chwali się publicznie, że pragnie partnerstwa z jakimś tam miastem państwa nad cieśniną Bosfora. Ciekawe też co robiła w gabinecie wspomniana urzędniczka, z tego co wiem to chyba zajmuje się (dosłownie i w przenośni) inną działką? zastanawiam się po co nam to ewentualne partnerstwo? Kto to jest ten pan Turek, bo oprócz tego, że jest jakiś tam prezesem, jakiegoś tam stowarzyszenia kultury i języka tureckiego – niewiele wiemy? Poza tym zauważyłem na tym zdjęciu, że to wreszcie nie nasz Włodzimierz Włodarz wyglądał jak fircyk w zalotach, czego o panu prezesie powiedzieć nie można :). Może przesadzam, może ten sojusz da nam zniżki na kebab w trzech nowotomyskich lokalach serwujących ten wschodni przysmak. Nie!!! Już wiem!!! On po prostu, nadzwyczajnej w świecie pozazdrościł Henrykowi I zdetronizowanemu i też chce w Nowym Tomyślu własnoręcznie otworzyć kolejny kebab!!!

Podobno nasz Włodarz nawiedził również swoja osobą XX Big Band Festiwal i co bardzo dziwne siedział na nim prawie do końca. Otworzył nawet ten klasowy festiwal i tu jak mi doniosły wiewiórki, które chcąc sie odchamić wybrały sie na imprezę, burmistrz powiedział mniej więcej tak: „…lubię jazz, odkąd byłem w klubie Pinokio..”, no ja nie mogę – lepiej nie mógł trafić – ciekawe tylko kto mu nosek codziennie przycina, żeby podobieństwa ze znaną postacią nie było. Tak przy okazji na festiwalu nie było drugiego zarządzającego naszym miastem – pana Mortadeli. On chyba po prostu nie lubi tego rodzaju muzyki – coś by sie to zgadzało, bo podobno ma nową ksywę – Disco Polo. I powiem wam, że jak się tak przyjrzałem jakiemuś archiwalnemu zdjęciu, to ksywa bardzo trafna – ta grzyweczka na pazia, zaczesane włoski, buzia cherubinka… już sobie wyobrażam, jak śpiewa …majteczki w kropeczki, czy inne mydełko Fa. Oficjalnie „kradnę” czyjś pomysł i od tej pory w moich doniesieniach pan Mortadela będzie występował jako Disco Polo.

Odbyła sie kolejna sesja, na której to oczywiście nudy – jak w polskim filmie. Jednak znów pokazał się pan Tabaka, który złożył obywatelski wniosek o obniżenie diet radnym. Pan Tabaka zebrał prawie pięćset podpisów pod tym wnioskiem, czy się nieprzeciętnie chwalił. Panie Tabaka, bez przesady. Co to za wynik? Zebrać po mszy podpisy to nie sztuka. Nasuwa sie tylko pytanie, dlaczego tak mało, czyżby tylko tyle osób chadzało co niedzielę do kościoła? Czy może po prostu ludzie chcieliby, żeby się pan wreszcie zajął jakąś pożyteczną dla nich pracą, a nie tylko gardłowaniem na temat diet radnych. bo jak na razie to pana główna aktywność w radzie miasta. Ja oczywiście wiem, że to temat nośny, ale naprawdę populistów to my w Polsce mamy dużo i to w zupełności wystarczy. Inna sprawa, że nie wiem dlaczego nasi nieporadni nie chcą wreszcie dokonać tego obniżenia? Tak im na tej kasie zależy? Do tego tematu jeszcze wrócę, bo i okazja będzie.

Nasi najmłodsi zakończyli rok szkolny i z tej okazji miały możliwość nauczenia się nowych rzeczy, a mianowicie, że tak naprawdę to niektórzy dorośli mają ich tam, gdzie mają. Kto ich tego nauczał? Oczywiście nasz Włodzimierz Włodarz. Już wcześniej pisałem, że musiał on na komunię dostać sanki, bo z pewnością nie zegarek i poczucie czasu jest u niego dość względne. Niestety (a może stety, bo coraz więcej ludzi to widzi), pokazuje tym jaki ma szacunek dla „poddanych”. Wyobraźcie sobie, że w drugie szkole podstawowej zebrani na sali ludzie, a dokładnie dzieci, rodzice, grono pedagogiczne o punkt umówionej godzinie czekali na Włodzimierza… no i doczekać sie nie mogli. Wreszcie jakieś dziesięć minut później na odwagę zdobył się dyrektor i olał czekanie, rozpoczynając uroczystość. Włodzimierz Włodarz przybył, a i owszem, ale jak doniosły kochane wiewiórki, dokładnie dwadzieścia trzy minuty po umówionym czasie. Trochę głupio Włodzimierzu Włodarzu, trochę głupio.

Czekałem też z niecierpliwością na doniesienia z kolejnej imprezy organizowanej prze urząd miasta – o przepraszam przez burmistrza Nowego Tomyśla. Ciekawiło mnie to do takiego stopnia, że po raz pierwszy wysłałem dwie wiewiórki z misją szpiegowską. Tym razem zapraszający na imprezę poszedł na całość – impreza o wdzięcznej nazwie „Dzień sportu i muzyki” odbywała się nie tylko na Hibner Platz, ale w kilku różnych miejscach miasta. Ciekaw byłem jak to wyjdzie, bo podejrzewałem, że pierwsza sobota wakacji nie jest idealnym terminem na wydawanie z sensem publicznych pieniędzy na hulanki i swawole dla gawiedzi. Jednak moje wyobrażenia przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Na imprezie były między innymi sportowe pokazy na Hibner Platz, było granie w piłkę na sali gimnastycznej, były rozgrywki i zabawy na stadionie miejskim, nie mogło też oczywiście zabraknąć planszy szachowej (podobno niektórzy miejscy urzędnicy są już wyspecjalizowani w układaniu tej przenośnej dużej planszy). Był również konkurs strzelecki o puchar burmistrza – specjalnie wspomniałem o tym na końcu, ponieważ Włodzimierz Włodarz znów pozwolił sobie olać ludzi. Kiedy bowiem konkurs strzelania się zakończył, organizatorzy rozpoczęli poszukiwanie Włodzimierza, by on sam – osobiście wręczył puchar swego imienia. Podobno burmistrz telefonu nie odbierał a dopiero jeden z urzędników przekazał wieść, że burmistrz nie przybędzie, bo właśnie je obiad… a dzieci czekały…Ups!!!

Podczas całej imprezy zbierano pieniądze na dwa szczytne cele. Przede wszystkim na aparat wspomagający oddychanie dla Dominiki, oraz dla Łapy, czyli na bezdomne zwierzaki. Piszę o tym nie tylko dlatego, że cenna to inicjatywa, ale dlatego iż aparat wspomagający oddychanie Dominiki kosztuje podobno około 13.000 zł, czyli tak naprawdę nie jest to ogromna suma. Tu dochodzimy do tak zwanego gwoździa programu. Na stadionie miejskim oprócz imprez sportowych i około sportowych, miała się realizować druga część z tytułu imprezy, czyli MUZYKA. Jak donoszą wiewiórki z platana rosnącego zaraz przy urzędzie i współpracujące z nimi parkowe koleżanki (te bardziej dzikie, ale tym samym bardziej zajadłe) prowadząca – podobno jakaś była Miss Polski Nastolatek (z przed kilku lat, więc już pewnie daleko jej do nastolatki – widziałem zdjęcia – no brzydka nie jest. Jednak nasza etatowa prowadząca, czyli wyszczekana z kulturalnego domu, według mnie specjalnie nie odstaje), oraz trzech panów, którzy wcześniej wyśpiewali sobie jakowejś laury w telewizyjnym programie the Voice of Poland – zainkasowali całe 7.000 zł!!! Te pieniądze to ponad połowa kosztu zakupu aparatu dla Dominiki. Oczywiście możecie powiedzieć, że gwiazdki ściągają gawiedź i można więcej zebrać momony do puszek – pewnie, ale jak się rozsądnie przygotuje imprezę! Rozsądnie czyli z głową. Nasze przyjezdne „gwiazdki” podobno słuchane były prze grono około piętnastu – dwudziestu osób, z czego część to byli organizatorzy imprezy. Czyli ponownie pieniądze publiczne zostały wypieprzone w błoto. Trzeba do tego doliczyć postawioną na stadionie scenę, koszulki okolicznościowe, transport itd., itd., poza tym doliczmy jeszcze koszt TV Wielkopolska, której nie mogło zabraknąć na taaakiej imprezie burmistrza. Oczywiście pewnie niektórzy zakrzyczą, że fajnie że są imprezy, że to dobrze iż plac Niepodległości rozkwit zabawą – i macie rację, pod warunkiem, że władze robią jeszcze coś innego, by żyło się lepiej i bardziej dostatnio. Na końcu chcę napisać apel do pana Włodzimierza Włodarza. Panie Włodarzu – forsa poszła w błoto, ludzie się pewnie narobili, pan nagrał z wysiłkiem w szachy. Dlatego też ponownie dobrze panu poradzę. Tak się dzieję, gdy słucha się ludzi, których inni określają, że są fachowcami jak z koziej dupy trąba. Dlaczego? Bo niezastąpione wiewiórki doniosły, że pomysłodawcą imprezy był sam SPECJALISTA OD REKLAMY, który zresztą tegoż dnia pojawił się w mieście, co więcej był cały czas obecny na imprezie. Podobno miał nieszczególną minę widząc tę sromotną porażkę. Tak przy okazji – obejrzałem relację naszej telewizji osiedlowej z pikniku osiedlowego. Może trzeba zapytać fachowców jak i kiedy robi się imprezy na które przychodzą tłumy – panowie fachowcy. Zresztą i dzięki temu wydaniu Obiektywu naszej telewizji, uśmiałem się do łez! Pamiętacie jedną z pierwszych, jeżeli nie pierwszą, decyzję Włodzimierza Włodarza? Przypomnę – darmowa komunikacja miejska! TV doniosła, że koniec darmówy, a sam Włodzimierz na tle przystanku autobusowego powiedział mniej więcej tak: „Z końcem tego miesiąca przestanie funkcjonować darmowa komunikacja miejska, jednakże podjąłem czynności zmierzające do tego, aby od października znowu ten autobus mógł jeździć po mieście. Chodzi o to, aby było to robione w sposób legalny (czyżby jego wcześniejszy pomysł był nielegalny – WDS) … dlatego też w najbliższym czasie kieruje projekt uchwały dotyczący możliwości hybrydowego rozwiązania, to jest cześć kosztów będzie ponosiło miasto, a drugą część prywatny przewoźnik”. No pięknie powiedziane, a teraz tłumaczę. Komunikacja będzie działać tak, jak kiedyś to wymyślił Henryk I. Przewoźnik będzie dostawał dotację w określonej kwocie, a resztę zdobędzie z biletów!!! Komentarz – hahahahahahahahahaaaaa. Jeszcze jedno – powiedział od października, więc jak się nic nie zmieni to do września włącznie zapylamy na piechotę.

Na koniec słowo do naszych przedszkolnych nieporadnych, czyli tych z najnowszego pokolenia. Dobrze usytuowana wiewióreczka doniosła, że mocno się chwalicie, iż ze swoich diet wygospodarowaliście na aparat dla Dominiki całe trzy tysiące złotych. Nie rozśmieszajcie mnie. Jest was, jak dobrze pamiętam, całe jedenaście sztuk. Dieta radnego za posiedzenie rady wynosi 360 złociszy. Taka sama kwota za posiedzenie komisji. Przewodniczący takiej komisji dostaje 450 zł. Za posiedzenia rady nie otrzymują diet Przewodniczący Rady i jego zastępca, a to dlatego, że ten pierwszy otrzymuje miesięczny ryczałt w wysokości 1980 zł, a ten drugi 1500 zł. I wy się chwalicie, że średnio każdy z was dał 273 złote polskie? Nawet mnie nie denerwujcie.

WDS

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s