WDS – część IV – spóźniona i po poprawkach :)

ODCINEK CZWARTY UKAZAŁ SIĘ PO RAZ PIERWSZY NA PORTALU NOWINYLOKALNE.PL Z OPÓŹNIENIEM, PONIEWAŻ REDAKTOR NACZELNY, BAŁ SIĘ GO OPUBLIKOWAĆ.

Zapewne uważni czytelnicy zauważyli pewne zamieszanie w numeracji satyrycznych doniesień. Ten odcinek (pisany jako czwarty) jest tym brakującym ogniwem. Redakcja portalu stwierdziła (i słusznie), że pewnie zawarte w nim wiadomości są na razie nie potwierdzone i mogą być krzywdzące dla bohaterów. Zgadzam się z tym w 100%. Zapewniam jednak, że gdy wiadomości zostaną oficjalnie potwierdzone, to wycięty urywek z poniższego tekstu znajdzie się w jednym z kolejnych doniesień. Ten odcinek jest zatem kompilacją tego co napisałem wcześniej z ostatnimi obserwacjami.

Zanim przejdziecie do czytania poniższego doniesienia, chciałem się z wami podzielić moją wielką radością, pewną satysfakcją, co w połączeniu z moim złośliwym charakterem, daje mi naprawdę niezły ubaw. Jak zapewne zauważyliście jestem uważnym obserwatorem naszego życia. Staram się słyszeć i widzieć jak najwięcej. Ostatnio jednak najbardziej bawi mnie zgadywanka niektórych, co do personaliów WDS. Osobiście znam kilka osób, które są podejrzewane o pisanie tych doniesień. Boki mi pękają ze śmiechu, jak widzę ich tłumaczenia i ciągłe mówienie „to nie ja piszę!!!”. Bardzo te osoby przepraszam, ale nie zamierzam tego zmienić, więc możecie jeszcze trochę cierpieć… hihihihi. Spotkałem się również z osobami, którzy w mojej obecności (lub mówili na tyle głośno,. że pół sklepu słyszało), że wiedzą kto to. Co więcej znają tę osobę osobiście! Chwalą się też, że wiedzą co będzie w następnym odcinku i kiedy się ukaże. Wyobraźcie sobie, jak wielki mam ubaw. Największą jednak satysfakcję mam jednak dlatego, że wiem, iż dopóki ja sam się nie ujawnię – nie macie szans w tych zgadywankach :). Teraz już zapraszam do lektury.

Popatrzcie co się stało. Normalna cisza i spokój. Nikogo nie zwalniają. Radni od kilku dni nie kłócą się z burmistrzem. Poza tym okazało się, że pan burmistrz chyba czyta moje doniesienia. Po ostatnim, gdzie piszę między innymi, że nie jest obecny w życiu miasta – zaczął „bywać”. Na KASKU-u to chyba codziennie. Nawet osobiście biegał, wspierając nowotomyskie dreptanie w szybszym tempie, którego celem jest meta. Panie burmistrzu, nie wiem czy pan zauważył ja nie domagam się wynagrodzenia za moje doradztwo – żadnych dwóch tysięcy, a nawet nikłych, marnych siedmiuset złotych. Inna sprawa, że nasz włodarz raczej wybiera imprezy gdzie nie musi podejmować żadnych deklaracji, bo mieszkańcy, którzy chcą społecznie wspierać budowę wiaduktu – się go nie doczekali (przyznać muszę, że był wysłannik, ale chyba nie bardzo wiedział o co chodzi, a nawet nie wiedział, za co został tak ukarany. Pan burmistrz pokazał też ludzką twarz w spocie wielkanocnym. Nie, nie spokojnie – nie swoją. Wielkanocnego zająca, z którym złożył życzenia dla swych poddanych z okazji nadchodzących świąt wielkanocnych. Ciekawe czyj to pomysł? Ja tylko powiem panie burmistrzu, żeby go pan nie słuchał – bo wyszło makabrycznie sztucznie. Dobrze byłoby poćwiczyć uśmiechy, bo od tego, który pan zaprezentował, wiało raczej ironią i sztucznością. Proponuję udać się do kulturalnego domu, tam jest taka pani, która teatry i inne trupy (nie mylić z politycznymi) prowadzi, aktorów ustawia. Z niejakim Kościukiewiczem dała sobie z powodzeniem radę to i panu sprosta. Jeśli chodzi o wspomnianego zajączka, to muszę panu przyznać, że, całkiem sympatyczny z niego gość a i może będzie bardziej merytoryczny, bo ci pana nowi doradcy to non stop wpuszczają pana na minę i to często gęsto mocno śmierdzącą. Jak pan widzi dbam bardzo o pana samopoczucie i karierę, bo to już drugi raz jak staram się doradzić i unaocznić panu jak jest pan rąbany w rogi (ku mojej zgrozie a ku uciesze innych). Mam przynajmniej taką nadzieję, bo aż mi sie nie chce wierzyć, że to z pana strony taki swoisty masochizm czy nie daj …. (wpisać co kto woli) ignorancja. Bo znaczyło by to, że społeczeństwo, a przynajmniej jego część w grudniu popełniło wielki błąd.

To wszystko musiało pana mocno wyczerpać, bo właśnie dziś dowiedziałem się, że wylądował pan w szpitalu. Teraz kawałek całkiem na serio. Życzę panu szybkiego powrotu do zdrowia i to naprawdę szczerze. Mogę nie być pana politycznym sojusznikiem, ale na pewno nie chciałbym by pan chorował. Jeśli jednak okaże się, że ze zdrówkiem nie jest za dobrze, to może lepiej nie ryzykować? Myślę, że gra nie jest warta świeczki. Satysfakcja już jest, wybory wygrane, a przez nich – przerżnięte. Naprawdę szkoda zdrowia, tym bardziej, że rada panu, jak widzę nie pomaga.

No właśnie, a co na to nasi nieporadni, a w tym ta nowa generacja, tfu… cholera – pokolenie. No dali popis na ostatniej radzie, zasypując pana mnóstwem pytań (na nieszczęście niektórych transmitowana na żywo, mimo braku informatyka w urzędzie). Chcieli, co by pan ujawnił swoje skryte zamiary względem naszego miasta. Niestety pytania w większości przypadków były tak cienkie jak szczypiorek wczesną wiosną i tylko nieliczni potrafili coś z sensem powiedzieć. Przyzna pan jednak, że sie starali jak mogli, szczególnie jeden celnie po KOŚCIACH walił. Niby ten organ kości nie ma, ale jednak chłop ma jaja. Starał się jeszcze nadworny fotograf, chociaż podobno w tym temacie (fotografowania) podał się do dymisji, czym zresztą na nikim specjalnego wrażenia nie zrobił. Odezwała się jedyna na sali obecna nieporadna, ale trafność jej wypowiedzi, była taka jak strzelającego z wiatrówki podczas podróży kolejką górską w lunaparku – jak to urządzenie sie nazywa? Zaraz, zaraz … chyba ROLLErcoaster czy jakoś tak. W każdym razie tak się zakręciła, że niech się wesołe miasteczko w Chorzowie schowa. Co jakiś czas odzywał się jeszcze jeden z radnych-sportowców, ale mam wrażenie, że za bardzo nie potrafił sie przebić. Złośliwy też był pan duży prawnik, ale jak pan zapewnie wie, prawnicy jakoś to we krwi mają. Zastanawiam sie też, gdzie pozostali nieporadni w frakcji strąconego z tronu Księcia Henryka I? Cisza z nimi jakaś dziwna – języki im poucinali, zaraza ich dopadła czy co? A przecież obydwaj na tych swoich wsiach wyszczekani jak niejeden burek w zagrodzie. Trochę się też stęskniłem za największym przegranym niedawnej elektorskiej bitwy na głosy – panu zastępcy dużego prawnika, czyli gościu którego nazwisko nagłą czkawkę powoduje u wszystkich tych, którzy kredyt w niejakim Franku posiadają? Tu się trochę obawiam, ta cisza niczego dobrego może nie wróżyć. Chociaż mam cichą nadzieję, że się mylę, bo plag egipskich mamy ostatnio aż nadto. Obawiając się jednak, czy to nie jest taktyczna cisza podpytałem tu i tam. I co się okazało? Pan „wysoki kurs” (tylko kurs) pojechał na jakowąś pielgrzymkę! No teraz jak przyjedzie uduchowiony, to z pewnością da popalić. Chociaż podobno niektórzy koledzy pana radnego, mają cichą nadzieję, że z tą pielgrzymką udał się przynajmniej do Jerozolimy i to pieszo. Oby!

Bym zapomniał, był jednak jeden radny, który pana bronił niczym pies miski. Mówił nawet, że ma pełne do pana zaufanie. miałem wrażenie, że zaraz zaklnie się na wszystkie świętości. Przemawiał tak żarliwie, że patrząc w ekran komputera, myślałem że oglądam jakiegoś amerykańskiego kaznodzieję telewizyjnego. Swoją drogą to albo pan ma tak wielką charyzmę, albo chęć bycia radnym u tego pana jest tak wielka. Przecież jego chrześcijańskie spojrzenie na świat jest kompletnie inne od świeckiego spojrzenia jakie pan reprezentuje. Bardzo mnie ciekawi co przeważa – poglądy i światopogląd, czy jednak chęć bycia radnym. Postawił bym jednak do raportu innych radnych z pana ugrupowania… o przepraszam… jednego radnego, bo przecież żaden więcej nie został wybrany). Ten drugi praktycznie w ogóle się nie odzywa, normalnie jakby się wstydził?

Przed nami tuż, tuż nowa sesja. Komu nieporadni będą zadawać pytania jak pana nie będzie? Zastępcy… eeee… nie ma zabawy, on nie ma takiej charyzmy i chyba nie potrafi ściemniać – słaba zabawa? A może znajdzie się jakaś inna ofiara? Mam nawet co do tego pewne marzenie… no cóż podobno trzeba bardzo mocno chcieć – wtedy się spełniają. Już mam włączony komputer w oczekiwaniu na transmisję.

A przy okazji – ostatnio widziałem zdetronizowanego Henryka I, jak śmigał w srebrnym automobilu bez nasze piękne miasto. Wyglądał jak zwykle, patrzył na miasto zza okien jak drzewiej bywało – miał jednak na twarzy dziwny, troszkę kąśliwy z odrobiną satysfakcji uśmiech – nie wiecie przypadkiem dlaczego?

WDS

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s